Bush i pszczoły bez leczenia

Miejsce dla dyskusji o pszczelarstwie bez stosowania leków
MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 08 lis 2014, 13:04

Jeżeli to było do mnie to oczywiście, że wiem co mam zamiar robić i w którą stronę iść. Nie poszukuję od innych nowych kierunków - co najwyżej rady czy pomocy jak ten kierunek realizować. ale otrzymuję rady o 180 stopni w inną stronę - i zamiast dyskutować czy można to robić inaczej niż ja próbuję to dyskusja jest na temat tego, że nie można, albo że pszczoły umierają, bo się ich nie leczy (jakby to nie było oczywiste, że sporo ich umrze), albo że to nie ma sensu bo sąsiad nie selekcjonuje. Widać nowe pomysły muszę dalej czerpać ze stron i forów zagranicznych.

Natomiast staram się wzbudzić większą refleksję w pszczelarzach. Żeby nie czekali na instytut w Puławach, na hodowców (jak widać na niektórych bardzo liczyć nie można) czy na ośrodki badawcze.

Pod działem "Bio pszczelarz" jest jak byk napisane: "Miejsce dla dyskusji o pszczelarstwie bez stosowania leków". A nie "miejsce dla dyskusji o minimalizacji stosowania leków" czy o tym "jak przezimować 99% pszczół". Tym razem zgodzę się z Panem Michałem w 100% - nikt nie musi dyskutować. Nie ma takiego obowiązku.

mirco
Posty: 169
Rejestracja: 25 sie 2014, 12:27
Lokalizacja: łódzkie pow. brzeziński

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: mirco » 08 lis 2014, 15:15

Witam! Czytam post za postem "mrDrona", i im dłużej czytam, tym mniej Cie rożumiem. Ty kolego uważasz swoje działania jako misję. Masz prawo tak robić , jak również o tym dyskutować, po to jest to forum.
Warto aby okazać szacunek tym, którzy dbają o to aby pasieki były zdrowe, których cieszy fakt że pasieki prawie w 100% przeżywają. Zapewniam Cie, że pszczelarz który ma kilkadziesiąt lub kilkaset pni nie jest
straceńcem, aby na okrągło pławić swoje pszczoły w chemii, ale też nie zakłada rąk patrząc jak kolejna pasieka kończy żywot. Moim skromnym zdaniem, celem i radością pszczelarza jest widzieć na wiosnę pszczółki w dobrej kondycji. Dróg do osiągnięcia satysfakcji jest wiele. Trzeba obrać właściwą, aby frustracja nie była towarzyszką pszczelarza na kolejny sezon. Sądzę że Ty kolego też znajdziesz taką która będzie Cię satysfakcjonować. gorąco pozdrawiam mirco

Mariuszczs
Posty: 444
Rejestracja: 20 lis 2013, 20:59
Lokalizacja: Sulmierzyce/Dąbrowa

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Mariuszczs » 08 lis 2014, 15:31

Chłopak nie zdaje sobie sprawy że nawet jak są pszczoły odporne na warrozę to może na nie trafić jako milionowa rodzina z kolei. Np będzie kupował 1000 rodzin co roku przez tysiąc lat i w końcu trafi . A nie nie trafi bo już będzie miała ta rodzina 300 razy wymienioną matkę na nieodporną .......
A może już je ma w pasiece. Jeśli ten rok przeżyją i zima będzie ciepła to jak przeżyją następną zimowlę to już jest dobrze .

bonluk
Posty: 286
Rejestracja: 10 lis 2013, 13:57
Lokalizacja: Góry Świętokrzyskie
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: bonluk » 08 lis 2014, 15:50

Moim zdaniem chodzi tu o to, że nie zawsze musimy opierać wszystko na genetyce i odpowiednich cechach.
Według mnie pewne pozytywne cechy ujawniają się w odpowiednich warunkach jakie mają stworzone pszczoły. Rozumiem niektórych obawy czy nawet lęk bo jednak strata całej pasieki może zaboleć. Mnie by zabolała bo zainwestowałem w nią sporo własnego czasu i serca, nie mówię o pieniądzach. Jednak zdaje sobie sprawę, że z czasem może być gorzej. Zdaje sobie sprawę, że w końcu będę musiał całkowicie zaprzestać wspomaganie moich pszczół w walce z V. Obecnie jeszcze pomaga mi tymol który stopniowo ograniczam. Na przyszły sezon zamierzam działać tylko interwencyjnie i sam nie wiem jak to będzie bo do wiosny 100 dni jak to pisał bohtyn.

Nikogo nie namawiam, nie zachęcam i nie oczekuje wsparcia. Warto jednak czasami pomyśleć czy jest to możliwe. Cały czas wydaje mi się, że szanse są duże...

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 08 lis 2014, 17:09

Ja nie wiem na ile śledzicie to co się dzieje na świecie. Nie wiem na ile interesuje Was pszczelarstwo organiczne i na czym tak naprawdę polega. To nie są ludzie odklejeni od rzeczywistości. Często to pszczelarze, którzy prowadzą skuteczny biznes i z tego żyją. I ja też uważam, że nie jestem człowiekiem odklejonym od rzeczywistości.
Lusby straciła 1200 - 1300 rodzin - dziś jest pionierką.
Lunden z tego co kojarzę około 150 rodzin na początku,
Sam Comfort stracił na dzień dobry 194 z 200.
Pszczelarze hobbyści często próbują 10 lat, zanim uda im się coś fajnego u siebie osiągnąć - czyli nagle - "cudownie" coraz więcej rodzin zaczyna przeżywać zimę.
Wiem jak wyglądają statystyki i wiem, że droga jest trudna i wymagająca. I wiem też, że pszczelarz komercyjny na to nie pójdzie - chyba że wygra w lotto.

I to nie tak, że nie mam szacunku dla Was, że dbacie o zdrowie pszczół. Robicie to co uważacie za najlepsze rozwiązanie i ja to szanuję. Ale jesteśmy na równi pochyłej. U nas na szczęście ta pochyłość nie jest taka wielka. Między innymi dlatego, że dominują u nas pszczelarze-"dziadkowie", którzy czasem (może przez brak własnych umiejętności, a nie celowo) czasem coś "spieprzą" i najzjadliwsza warroza u nich umrze razem z rodzinami. Albo jakaś zapomniana rójka przeżyje 3 sezony bez leczenia.
Gdyby każdy prowadził prężną pasiekę po 200 czy 300 uli to bylibyśmy w tym miejscu co w USA - czyli galopujące CCD i osypy na poziomie 50 - 70 % prawie co roku, bo na warrozę już nic by nie działało.

Czy ja mam misję? Nie wiem czy mam. Tak jak Wy uważam, że robię to co powinno być zrobione.

Co do tego "szukania" pszczoły. To nie jest tak, że 1 na milion przeżyje. Z danych ze świata wynika, że przeżywa około 5 % bez wspomagania - nie znaczy, że te matki są wieczne i kolejny sezon też przeżyją. Ale dla mnie sukcesem będzie jak każda moja rodzina da radę pełne 3 sezony bez leczenia. Prowadząc niewielką pracę selekcyjną jestem w stanie co roku te 5% podwajać. I tak większość z Was zabija matki (nosicielki genów ulowych) wcześniej, więc nie mówcie mi, że to barbarzyństwo.
I tu rację ma Łukasz - chodzi o wytworzenie odpowiednich warunków w ulu - dzięki temu szanse pszczół dalej rosną - ponad to 5%. Cały świat to mówi. Chodzi o to, żeby presja selekcyjna zeszła z pszczoły na warrozę. Ja wolę prowadzić - przy tej samej ilości pracy - 50 uli, które się roją, bo są witalne i daje każdy po 10 kg miodu rocznie i z których co roku umiera 10 (uważam, że to realne, a przynajmniej przykłady ze świata mówią, że tak jest), niż 15, na które muszę "chuchać i dmuchać" - w tym - a może przede wszystkim - amitrazą.

Czy to źle, że pozwoliłem na śmierć 19 rodzinom? Nie wiem, też mi jest przykro i mam wyrzuty sumienia. Natura może mi wybaczy.

Zanim wydacie jakieś osądy - proszę poczytajcie parę prac Dee Lusby, Micheala Busha czy Sama Comforta.
Czy ktoś z Was może mi powiedzieć, że zapoznał się z tymi pracami i w nie nie wierzy? Że to bzdury? że są odklejeni od rzeczywistości?

A co do radości pszczelarza i pszczółek w dobrym zdrowiu - naprawdę uważacie, że sterylizacja ula chemią, z wszystkiego co żyje jest podstawą zdrowia pszczół? Większość pszczelarzy wpadło w zaklęte koło - żeby przeżyły muszą walnąć kolejną dawkę i kolejną.
Powiem to chyba po raz 5 w tym wątku - nie porzucajcie leczenia. ale spróbujcie w przyszłym roku zastanowić się jak zmniejszyć leczenie o 1 dawkę, a w kolejnym roku o następną.
Niestety pojedyncza dawka leku (każdego, nawet organicznego) burzy ekosystem ula, który odbudowuje się bardzo wolno. Ale ograniczenie leczenia - nawet kosztem dodatkowych 5% rodzin rocznie - może spowolnić ewolucję warrozy w kierunku zjadliwości.

Mariuszczs
Posty: 444
Rejestracja: 20 lis 2013, 20:59
Lokalizacja: Sulmierzyce/Dąbrowa

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Mariuszczs » 08 lis 2014, 17:19

A jak tak to trzeba było kupić matki od Lusby zamiast zabijać pszczoły ....

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 08 lis 2014, 17:21

Może, żeby dyskusja nabrała więcej cech konstruktywnych poproszę Was o jakieś pomysły. Tak, żeby można było powiedzieć, że rok 2025 to pierwszy rok bez leczenia pszczół. Jak rozłożyć selekcję na 10 najbliższych lat. Jak macie jakieś dobre pomysły to może mnie przekonają, żeby porzucić moją "radykalną" ścieżkę, bo mnie też nie cieszy zbieranie pustych uli z pasieczyska. Niech to leczenie przez 10 kolejnych lat będzie leczeniem "instrumentalnym" w kierunku selekcji, a nie leczeniem w "zaklętym, samonapędzającym się kole". A nawet jak ja się nie przekonam do takiej metody to może kto inny tak i przyniesie coś dobrego.
Bo na razie przez 6 stron tego wątku ja rzuciłem parę pomysłów do których nikt się nie odniósł. Tylko Mariuszczs dał jakąś kontrpropozycję do której się odniosłem. Znam też pomysł Bonluka i uważam go za dobry - może nawet kiedyś tą drogą pójdę, jak moja całkiem da mi popalić. Reszta chce mi tylko udowodnić, że wszystko mi się pomyliło i gadam bzdury - tak jakby Wam pasowało to, że ładujecie chemię a warroza jest coraz zjadliwsza. A wiem, że Wam to nie pasuje.

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 08 lis 2014, 17:25

Mariuszczs pisze:A jak tak to trzeba było kupić matki od Lusby zamiast zabijać pszczoły ....


To są pszczoły z pustyni. Jak chcesz je u nas zimować? Ale nie mówię, że to zły pomysł. Od Lundena są sprowadzane.
A, że zapytam - ile w tym roku matek zabiłeś? Z punktu widzenia natury to to samo. Różnica jest tylko z punktu widzenia Twojego budżetu domowego - bo masz rodzinę, która Ci nosi miód.

pleszek
Posty: 1096
Rejestracja: 20 lis 2013, 20:52
Lokalizacja: Dolny Slask

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: pleszek » 08 lis 2014, 17:38

I od weterynarza TT.

Awatar użytkownika
dudi
Posty: 2060
Rejestracja: 06 lis 2013, 21:57
Lokalizacja: Lubelskie

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: dudi » 08 lis 2014, 17:54

Kolego MrDrone ja tak krótko bo nie mam zamiaru brać udziału w tej dyskusji. W którymś temacie napisałem - nie opieraj się na literaturze i nie wal cytatami bo to już było grane i ci co to grali różnie skończyli. To po pierwsze.
Po drugie;
To co piszą inni z innych krajów na pewno nie sprawdzi się u nas. Nie ten klimat, nie ta pszczoła, nie te pożytki, nie te środki do leczenia. Denerwujesz się nie potrzebnie, że nie chcą dyskutować czy też dyskusja nie idzie w tym kierunki w jakim oczekujesz. Zrozum ich - oni już to przerabiali i chcą Ci dobrze doradzić, ale skoro Ty wiesz lepiej to nie wiem po jaką cholerę bicie tej piany. Co chcesz udowodnić tym którzy "zęby zjedli" na pszczelarstwie?

No ale Twój cyrk, Twoje małpy - jak masz zamiar co roku odbudowywać pasiekę to powodzenia - baw się dobrze. Mnie i wielu wielu innych na to nie stać ;)

Pozdrawiam

bonluk
Posty: 286
Rejestracja: 10 lis 2013, 13:57
Lokalizacja: Góry Świętokrzyskie
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: bonluk » 08 lis 2014, 17:56

pleszek pisze:I od weterynarza TT.


a miało braknąć podobno...?

Mariuszczs
Posty: 444
Rejestracja: 20 lis 2013, 20:59
Lokalizacja: Sulmierzyce/Dąbrowa

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Mariuszczs » 08 lis 2014, 18:40

Odszukaj okolice gdzie padły całe pasieki w tym roku, może któremuś się uchowały jakieś pszczoły. Czy to będzie dobry materiał do testowania ?

ZDZISŁAW
Posty: 665
Rejestracja: 03 gru 2013, 21:52

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: ZDZISŁAW » 08 lis 2014, 23:25

Kolego ,odróznij to co sie Tobie wydaje teoretycznie od tegoco do tej pory stwierdzono praktycznie podpieranie się artykółami w prasie i to niejednokrotnie nie mającymi przełozenia na praktyke to żadna "nowa droga".
Jakby któras z metod zdała egzamin w praktyce to byłaby już stosowana na całym Swiecie ,do tej pory to sa tylko prace dotyczące danego obszaru a i tu wyniki sa niejednoznaczne .
Pszczelarze czytają i jeżdzą po całym świecie spotykając sie z róznymi sposobami gospodarki pasiecznej,
Polska to nie jest zaden zaścianek który czeka na Prometeusza który pochodnią rozświetli mrok zacofania /niewiedzy .
Nie neguje ciekawości i checi poznania u adepta ale razi mnie ton kaznodzieji i doktrynalne podejście do tematu ,niemniej życze wytrwałości w badaniach/doświadczeniach .

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 09 lis 2014, 06:37

Cały czas rozmawiamy o dwóch różnych rzeczach.
Pan Dudi ma rację: Granica potencjału odporności pszczoły przebiega na Bałtyku, Bugu, Karpatach i Odrze. Każda pszczoła przewieziona przez te linie natychmiast traci cechy tolerancji. Nikomu się na świecie nie udało, więc zamysły są czysto teoretyczne.

Jeżeli chodzi o mój "ton" to nie mam zamiaru być kaznodzieją ani prometeuszem. Jeżeli kogoś tym uraziłem to przepraszam. To ja od Was uczę się metod prowadzenia pasieki. Ale z całym szacunkiem dla tych, co "zęby zjedli na pszczelarstwie" nie zamierzam od Was uczyć się jak zamykać umysł na to co się dookoła dzieje.

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 09 lis 2014, 07:42

Słuchajcie, zdecydowałem się zablokować ten wątek, bo kręcimy się w kółko. Ja trochę zaczynam się irytować, bo ewidentnie nadajemy na innych częstotliwościach... i nie chcę powiedzieć nic głupiego, czego będę żałował. Do większości z Was mam duży szacunek i wiem, że robicie to co uważacie za najlepsze dla Waszych pszczół i macie w tym sukcesy. Ja sukcesów i doświadczenia nie mam i stąd trochę patrzycie na mnie z góry - być może na to zasłużyłem. Po prostu różnimy się w ocenie tego co dla pszczół (nie tych w naszym ulu, ale ogólnie apis mellifera) najlepsze. Ja będę próbował dalej, dopóki mi starczy sił na próby, może skończy się to szybko, a może chwilę potrwa. Po prostu WIEM (nie "wydaje mi się") że się da, choć wiem też, że mając 20 uli to wyjątkowo mało prawdopodobne. Znam zagrożenia związane z napszczeleniem, wiem o reinwazji i zjadliwości warrozy... Śledzę te wszystkie dane, czytam książki i Wasze wpisy.
Na pewno będę potrzebował pomocy - wiedzy nigdy za wiele, a pewnie będę musiał i pszczoły kupić... Gdyby ktoś miał jakąś "obiecującą" matkę, słyszał o "zapomnianej" pasiece jakiegoś starszego pana, który nie wie co to apiwarol, czy "znalazł" parę uli pod lasem, gdzie pszczoły żyją, choć 4 lata nikt do nich nie zagląda - proszę napisać do mnie na tzw. priv. Będę bardzo zobowiązany.

W większości usłyszałem od Was dobre słowo, choć nie zgadzacie się ze mną i za to dziękuję.
Jeżeli kogoś uraziłem to jeszcze raz przepraszam.
Pozdrawiam, Bartek


Wróć do „Bio pszczelarz”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: wiki i 2 gości