Bush i pszczoły bez leczenia

Miejsce dla dyskusji o pszczelarstwie bez stosowania leków
MrDrone

Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 22 paź 2014, 14:06

Jestem na tym forum praktycznie od początku, ale to mój pierwszy post. Pan Tomek to też taki mój pierwszy "mentor" internetowy, jak zapewne wielu z Was. Nie wiem czy powinienem się na razie wypowiadać, bo mam ule dopiero drugi sezon i nie uważam, żebym odnosił jakiekolwiek sukcesy. Zdecydowałem się jednak napisać, bo przeraża mnie to, że nikt nie mówi o pszczelarstwie organicznym, na choćby połowie takiego poziomu jaki funkcjonuje na zachodzie. Spodziewam się ataków jako na człowieka naiwnego, który o pszczołach nie wie wiele, jednak może właśnie taki ktoś jak ja powinien wreszcie coś powiedzieć, bo "stary wyga" boi się krytyki.

Jak zapisałem się do koła, nasz prezes powiedział, że lubi ludzi młodych (mam 35 lat - w świecie pszczelarstwa to "młody" ;-) ), bo nie myślą stereotypami i szukają nowych rozwiązań. Wtedy wydawało mi się, że nic nowego już nie można wymyślić. No i prawda, nie wymyśliłem nic nowego. Za to zobaczyłem, że można inaczej niż to co czytam i widzę w polskim pszczelarstwie.

Od wiosny wprowadzam u siebie metodę Micheala Busha - pszczelarstwo bez węzy - z pewnymi modyfikacjami. Zrezygnowałem z leczenia. I owszem - straty mam ogromne, ale z tego co czytam niektórzy mają nawet większe, a spora część ma co najmniej porównywalne do mnie. Taki rok. Mnie też dopadł. Nie twierdzę, że to najlepsza metoda, ale daje mi pewną wizję i perspektywę.

Trochę też smutne jest to, że pomimo że warroza jest z nami już prawie tyle lat ile żyję, nie ma żadnych sukcesów w pszczelarstwie bez leczenia. A na zachodzie ludzi, którzy odnoszą w tym sukcesy (również ekonomiczne/komercyjne) jest całe mnóstwo. Po 34 latach od przybycia warrozy do Polski to nie ja powinienem przetyczać szlaki jako "młody szczyl pszczelarski", ale tak jak w USA powinienem mieć już od dawna możliwość kupienia pszczoły odpornej od hodowców. A tymczasem od niedawna się dopiero o tym mówi i pisze. Wielu z Was ma wiedzę, a przede wszystkim doświadczenie i umiejętności obchodzenia się z pszczołami jakich ja mogę tylko pozazdrościć. Macie też pasieki z materiałem hodowlanym, który przeszedł wstępną selekcję - o jakim ja również na razie mogę tylko pomarzyć (mam nadzieję to trochę poprawić w przyszłym roku - o ile będzie od kogo pszczoły kupić). Pomimo tego nikt nie decyduje się podjąć ryzyka. I nie mówcie mi, że się nie da, bo internet aż kipi od tych, którzy to robią z sukcesami.

Mój apel to: nie zmarnujcie tegorocznej selekcji! Rozumiem, że ciężko jest zaryzykować dorobek wielu lat pracy, ale można przeczytać o wielu metodach, które wymagają nie więcej pracy i serca niż ta którą aktualnie wkładacie w swoje pasieki. Choćby metoda Erika Osterlunda od pszczoły Elgon. On cały czas prowadzi pasiekę komercyjną, cały czas z tego żyje, a co roku ma lepszą pszczołę. Nie pozwala na straty, a pomimo tego selekcjonuje pszczołę.
Ale jeżeli sukcesem pszczelarza jest utrzymanie pszczoły przy życiu, którą trzeba leczyć wiosną, latem, poprawiać leczenie w październiku lub w listopadzie, a do tego cały rok używać ramek pracy czy olejków to nie można oczekiwać, że pszczoła nagle uodporni się na warrozę.

ja popełniam mnóstwo błędów pszczelarskich - każdy z Was jakoś zaczynał. nie wstydzę się ich. Ale jak mi - młodemu - się nie uda z racji braku umiejętności, to chciałbym jednak za parę lat móc zamówić pszczołę u znanego hodowcy, która będzie warrozę trzymać w ryzach - tak jak to się dzieje choćby w USA.

pozdrowienia dla Wszystkich
Bartek

bonluk
Posty: 286
Rejestracja: 10 lis 2013, 13:57
Lokalizacja: Góry Świętokrzyskie
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: bonluk » 22 paź 2014, 14:58

Cześć Bartek, dobrze że jesteś. Trafiłeś na dobre forum i mam nadzieję, że dyskusja się rozwinie. Moje przemyślenia znasz...

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 22 paź 2014, 15:34

bonluk pisze:Cześć Bartek, dobrze że jesteś. Trafiłeś na dobre forum i mam nadzieję, że dyskusja się rozwinie. Moje przemyślenia znasz...



cześć,
czy dobrze to się jeszcze okaże. ;-) zobaczymy czy mnie stąd nie przegonią kijami ;-)

pleszek
Posty: 1088
Rejestracja: 20 lis 2013, 20:52
Lokalizacja: Dolny Slask

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: pleszek » 22 paź 2014, 16:14

MrDrone pisze:
bonluk pisze:Cześć Bartek, dobrze że jesteś. Trafiłeś na dobre forum i mam nadzieję, że dyskusja się rozwinie. Moje przemyślenia znasz...



cześć,
czy dobrze to się jeszcze okaże. ;-) zobaczymy czy mnie stąd nie przegonią kijami ;-)




Spokojnie to nie to forum co przeganiają .

ZDZISŁAW
Posty: 665
Rejestracja: 03 gru 2013, 21:52

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: ZDZISŁAW » 22 paź 2014, 21:51

Z tego co się orientuje to na razie nie uporano się z wyselekcjonowaniem pszczoly miodnej potrafiącej normalnie się rozwijać w obecności warozy [bez interwencji człowieka] ale niektóre linie sobie lepiej radzą z tym problemem jak inne.

Cecha ta nie jest "stała" ale zanika z biegiem pokoleń po przeniesieniu w inne środowisko .
Pszczoła zafrykanizowana jest odporna w znacznym stopniu ale to może być "zasługa"mniej zjadliwego [Japońskiego] szczepu warozy ,nasze pszczoły muszą się uporac z Koreańskim typu Chińskiego .
Elgon też nie jest tym "cudem' genetyki czy raczej krzyżówki tak samo jak Primorska czy pszczoła Kefusa [Francja] który pewnie już się poddał ze Swojm testem Bonda [brak nowych publikacji ?] , a Amerykanie no cóz ? jak to Amerykanie na razie ponoszą takie lub większe straty jak inni .
Nie znaczy to ze trzeba usiąść i plakac - próbować trzeba ale na odtrąbienie sukcesu przyjdzie poczekać .

Awatar użytkownika
Creaz
Posty: 334
Rejestracja: 03 lis 2013, 22:47
Lokalizacja: południowa wielkopolska
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Creaz » 22 paź 2014, 22:06

Bartek, witamy na forum, piszesz ciekawie, może podrzucisz jakieś linki, artykuły itp. Chętnie zapoznam się głębiej z tematem, który rozpocząłeś. Myślę, że warto szukać, wielu pszczelarzy na całym świecie szuka takich rozwiązań!

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 23 paź 2014, 08:20

po pierwsze nikt nie odtrąbia sukcesu, tylko po prostu pszczelarze porzucają leczenie. W USA takich pasiek jest na pęczki - robią sobie konferencję pszczelarstwa bez leczenia i są pełne sale ludzi, którzy to robią lub chcą robić.
Na dzień dzisiejszy jest bardzo dużo pasiek, w których nie używa się żadnego leczenia od około (lub ponad) 10 lat. Parę linków:
www.bushfarms.com - naturalna komórka (bez węzy)
www.kirkwebster.com - węza 5.2
http://anarchyapiaries.org/ - naturalna komórka, bez ramki (ul typu kenijskiego)
http://www.beesource.com/point-of-view/ed-dee-lusby/ - węza 4.9
http://www.beesource.com/point-of-view/ ... tin-simon/ - naturalna komórka - co więcej fajna metoda pszczelarstwa bez dennic (dla mnie "zbyt postępowa", ale działa) - z tym, że nie jest to pszczelarz zawodowy .
http://www.elgon.se/index-eng.htm - węza 4.9 - tu Erik Osterlund leczy (jako komercyjny pszczelarz, aby nie mieć strat), ale tylko te rodziny, które dają objawy, a nie te gdzie "jest" warroza, bo ona zawsze już będzie w każdym ulu, nikt jej nie wytępi.
http://www.resistantbees.com/ - węza 4.9

i jest ich jeszcze wielu. Ci wymienieni to tacy, których prace rzucają się od razu w oczy. Jest mnóstwo naśladowców - niektórzy mali pszczelarze, którzy mają po kilkanaście/kilkadziesiąt uli i tak jak większość z nas otoczeni są pasiekami z "inną" pszczołą. a jednak da się. i straty u nich są nie większe niż u leczących, a często mniejsze.

a u nas się o tym nie pisze. to wszystko powyżej jest po angielsku, bo polacy nie dostrzegają tematu, albo twierdzą że się nie da, bo raz stracili 50% pni - tamci stracili po 90%, a potem to odbudowali. ja na swojej stronie niektóre myśli staram się przybliżać w formie blogowej (często historyjki i opowiastki, a nie twarde fakty). Jeżeli mogę (mam nadzieję że się nie pogniewa) o paru cennych obserwacjach pisze też Łukasz (bonluk) na swojej stronie - on raczej umieszcza tam więcej konkretnych faktów z własnych obserwacji tych metod. ale ludzi, którzy szukają własnej drogi często traktuje się z góry i doświadczeni pszczelarze starają się udowodnić wszystkim że nic nie wiedzą o pszczołach, bo ktoś popełnił błąd, albo nie udało się zweryfikować w sposób wystarczająco wiarygodny pewnych hipotez. To jest zbyt złożony temat ze zbyt wieloma zmiennymi, aby można było po prostu "odtrąbić sukces".

a u nas jest tak, że "polak żywemu nie przepuści" i jak widzi jedną warrozę to pędzi po tabletkę, albo kwas. a okazuje się, że pszczoły często żyją i mają się dobrze z kilkuprocentowym porażeniem warrozą (tak przynajmniej piszą na stronach, które podałem, a ja nie mam powodu im nie wierzyć) - muszą tylko znaleźć balans z pasożytem. czy każdy tasiemiec lub glizda ludzka nas zabija? nie, bo człowiek znalazł z nią równowagę zanim się pojawiły na to lekarstwa.

pozdrowienia

Fenix
Posty: 155
Rejestracja: 04 lis 2013, 17:16

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Fenix » 23 paź 2014, 08:50

Masz rację z tym, że nikt tego nie stosuje. Czysta ekonomia tu bierze górę koszty odbudowy poglowia pasiek są za duże a w przypadku kiedy pszczelarz utrzymuje cała rodzinę z pszczoł no wybacz ale odpowiedź sama się nasuwa. Szlachetna metoda selekcji jest jak najbardziej potrzebna,ale to w posiekach naukowych gdzie utraty rodzin są wpisane w eksperymenty.

Pozdrawiam Sylwek
Nie ufaj nikomu, pszczoły to interes jak jesteś niepotrzebny to dowiesz się o tym

Awatar użytkownika
RoBee
Posty: 230
Rejestracja: 07 wrz 2014, 16:48
Lokalizacja: Koło Podbiegunowe Północne

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: RoBee » 23 paź 2014, 10:23

Sylwek ma rację. Metoda naturalnej selekcji powinna być domeną jedynie ośrodków badawczych i hodowlanych. Prowadzona w każdej pasiece skutkowałaby corocznymi stratami rzędu 50-75% co przyniosłoby opłakane skutki, nie tylko dla pszczelarstwa, ale dla całego rolnictwa.
Wnuk pszczelarza, teoretyk, który marzy o własnej pasiece...

ZDZISŁAW
Posty: 665
Rejestracja: 03 gru 2013, 21:52

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: ZDZISŁAW » 23 paź 2014, 11:59

Mr Drone
Nie wiem jak długo zajmujesz się pszczołami ,ale zycze osiągniecia sukcesu w szlachetnym zamiarze .
Znam kilkudziesiąt takich pszczelarzy ogarniętych misją podobna do Twojej,większosc odpuściło ale nie znaczy to ze te działania są zupełnie bez sensu ,co więcej uważam ze przyroda by sama się z tym problemem uporała gdyby dać jej odpowiednio dużo czasu,ale niestety tego czasu nie ma dla nas ludzicena jest zbyt wysoka i ryzyko zbyt wielkie.

Rodzina prawie czysta od warozy na starcie [odkład z samej pszczoły dobrze wyleczony] przezywa bez specjalnych zabiegów 2 sezony nieraz 3 i na tym zabawa się kończy można agonie przedłuzyc o 1 sezon.

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 23 paź 2014, 19:10

wybaczcie długie wpisy, ale jak czytam po raz kolejny, że "się nie da", to staram się maksymalnie wyjaśnić mój punkt widzenia. kogo nudzi, niech nie czyta.


napisałem w pierwszym poście, że zajmuję się pszczołami krótko i niewielkie mam doświadczenia, ale umiem czytać i czytam to co publikują tacy, którym się udało. to tylko u nas w Polsce jest dziwne, bo na świecie się to dzieje. powiedzmy, że nie piszę z punktu widzenia człowieka, który sukces osiągnął, a z punktu widzenia ambasadora tych metod, które jak czytam działają. Ja mam za mało pszczoły, żeby mieć pewność sukcesu, ale wielu z Was ma wystarczająco.

Nie zgodzę się, że to powinno być domeną ośrodków badawczych - to powinno być domeną 100% pszczelarzy. Nie każdy musi od razu porzucać leczenie. są metody daleko mniej radykalne, które spowodują systematyczną poprawę pogłowia pszczół zamiast jego pogarszanie. To co Wy czy ja trzymamy w pasiekach będzie latać dookoła i się rozmnażać. Jeżeli uważacie, że Waszym zadaniem nie jest selekcja pszczoły to dlaczego eliminujecie taką pszczołę, która Wam da 5 kg mniej miodu niż przeciętna pasieki, albo pójdzie "do wiosny" wolniej niż inne? Czy tym nie powinny się zająć ośrodki badawcze? Przecież miodność, dynamika rozwoju czy łagodność to taka sama cecha jak odporność na warrozę. Wystarczy, że co roku wyeliminujecie oprócz 20 % najmniej miodnych matek, jeszcze 20% najmniej przystosowanych do życia z warrozą.

Jeszcze raz napiszę: cały się trzęsę, gdy ktoś (że użyję sformułowania z tej dyskusji) "odtrąbia sukces", że udało mu się zazimować pszczołę, która była leczona wczesną wiosną, potem całą późną wiosnę i lato stosowane były różne zabiegi przeciwko warrozie, na koniec leczenie tzw. "4x4" poprawione w październiku "jednym dymkiem" z którego spadło 1000 sztuk... Przecież to jest jakiś dramat, a nie sukces! Przy tym podejściu niedługo warroza stanie się tak zjadliwa, że rzuci się na pszczelarzy (wybaczcie żart w tak poważnym temacie). To nie jest sukces, tylko porażka. Każdy ma obowiązek eliminować osobniki najmniej przystosowane - to nie jest domena ośrodków badawczych. Gdyby wszyscy robili to co piszę od 10 - 12 lat, zamiast chlubić się tym, że taką pszczołę zazimowali (wygrali z warrozą!!! - guzik, a nie wygrali), to warroza miałaby pół tej zjadliwości, którą ma.

Co do argumentu, że pszczelarz nie udźwignie tego ekonomicznie. Jest dużo sposobów na to, żeby udźwignął, rozszerzając proces selekcji na 5 - 10, a nawet 15 lat. W tych metodach pszczoła co roku jest coraz mocniejsza, a ekonomia i zarobki nie maleją (lub maleją nie bardziej niż w tym sezonie) - a po ustabilizowaniu populacji nawet rosną.

pomysł 1.
leczymy raz w roku, wymieniamy wosk na czysty, najlepiej małą lub naturalną komórkę. tym które nie dadzą rady z jednokrotnym leczeniem pozwalamy odejść, albo wymieniamy matki w ramach tego co i tak robicie. po 3 - 5 latach tego podejścia przejście na metodę Osterlunda - tj. leczenie tylko interwencyjne tych, które się załamują (on leczy tylko te gdzie występują zdeformowane skrzydła), połączone z wymianą matek w tych rodzinach.

pomysł 2.
dobieramy pogłowie po wstępnej selekcji (elgony, primorskie, finki itp) i wprowadzamy metodę Kirka Webstera - kilkuletni program w którym maksymalizujemy produkcję odkładów i selekcjonujemy najbardziej odporny materiał.

pomysł 3.
metoda resistancebees.com (podobna do powyższej) - maksymalizacja produkcji odkładów. można dzielić rodziny na 3 po akacji czy na 2 po lipie i stosujemy tylko "leczenie" (wiem, że to za duże słowo) najłagodniejszymi metodami wspomagającymi (cukier puder, kwasek cytrynowy itp). pozwalamy odejść najsłabszym, albo jeżeli damy radę to wymieniamy matki w załamujących się rodzinach.

pomysł 4.
"spółdzielnie" pszczelarzy (to chyba najmniej prawdopodobne, ale ze względu na "czynnik ludzki") - np. wspólne gwarancje uzupełnienia osypanych rodzin i wypracowanie jakiegoś systemu gdzie np. co roku inny pszczelarz nie leczy, a po tym roku rozmnaża najlepiej przystosowane rodziny ..

pomysłów jest całe mnóstwo, jak tylko wyjdzie się z założenia, że można to zrobić. jak zaczynacie z nastawieniem że się nie da to tylko szukacie metod najmniejszego trucia pszczół (nie wszyscy takich szukają). czy to wymaga więcej pracy? nie wiem czy tak - bo jak czasem czytam na forum ile czasu i pracy wkładacie w liczenie osypu warrozy to myślę, że dalibyście radę też dołożyć trochę innej, ważniejszej pracy w lepszym celu.

a jeżeli twierdzicie, że straty 50 - 75 % to duże, to powiedzcie ile pszczół straciliście w tym roku? wiem, że jest cała rzesza, która ma "normalne" straty, ale z tego co czytam spora część właśnie tyle pszczół straciła - a na domiar te, co przeżyły dostały kwasem... i jak Ci co z pszczół żyją dali radę w tym roku? mało kto miód brał. To "klęskę nieurodzaju" przetrzymacie, a celowej selekcji pszczoły już nie?

CYNIG
Posty: 387
Rejestracja: 09 lis 2013, 12:44
Lokalizacja: Łaziska Górne
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: CYNIG » 23 paź 2014, 21:02

Czyli sugerujesz powrót do selekcji pszczoły w ramach własnej pasieki (nie napiszę że jest to zawracanie Wisły kijem). "Odporność" na varroa nie jest jedynym czynnikiem który jest istotny przy wyborze konkretnej linii w pasiece. W moim przypadku sprawa jest prosta, po 3-4 latach pasieka by została zlikwidowane przeze mnie, pod wpływem pożądlonych sąsiadów i użytkowników drogi osiedlowej.

Na takie zabawy można sobie pozwolić przy dużych obszarach zagospodarowanych przez jednego pszczelarza. Powiedz, co by dała selekcja w jednej pasiece jak na powierzchni 30 km2 jest 25 pasiek??

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 23 paź 2014, 21:21

o tym jaki czynnik jest istotnym decyduje każdy u siebie. Ja sugeruję tylko, żeby, nie tyle odporność na varroa, ale naturalna przeżywalność rodzin w warunkach pasieki (varroa jest tu nr 1) było jednym z czynników. dla mnie jest najważniejszy, dla Ciebie może się nie liczyć, bo masz inne założenia. Bush powtarza, że martwe pszczoły nie zapylają i nie zbierają miodu. myślisz, że to nieważne?

selekcja w takich warunkach dałaby tyle, że zagęściłbyś na tym obszarze pszczoły, które dają radę przeżyć. te geny zaczęłyby krążyć w Twoim środowisku. a genetyka nie jest jedynym czynnikiem odporności na warrozę. w pszczelarstwie naturalnym - jak ja to rozumiem - chodzi o uzyskanie pewnego zrównoważonego stanu ekosystemu ulowego (czyste środowisko, naturalny pokarm, naturalna komórka, różnorodność genetyczna, umożliwienie zasiedlenia ula naturalną fauną i florą itp). jak zmienisz mentalność paru z tych 25 sąsiadów to okaże się, że może coś się zacząć dziać dobrego. zawsze pozostaje unasiennienie selektywne Twoich matek trutniami Twojej pasieki. tak - właśnie sugeruję szukanie "swojej pszczoły" u siebie. Nie wiem skąd wzięła się ta potrzeba, żeby sprzęt rtv i ciuchy były zawsze markowe, a pszczoła "rasowa". to już doszło do takich absurdów, że na tym forum znalazłem wpisy chłopaka, chcącego kupić pierwszy ul w życiu, pytającego czy lepszy byłby Bf123, E 456 czy XYZ789 (oczywiście te oznaczenia wyciągnąłem z... "kieszeni", ale pytał własnie o oznaczone konkretnie linie), bo ma 10 arów koniczyny obok domu i zastanawiał się która to lepiej obsłuży, czy coś w tym stylu. Jeżeli oczekujesz 100kg z każdego ula, to pszczelarstwo naturalne nie jest dla Ciebie, bo szukasz zysku. zawsze będziesz wybierał pszczołę miodną nad zdrową i zawsze będziesz wolał "walnąć dymu" do ula, niż selekcjonować przez 10 lat. Ale jeżeli szukasz miodu dla siebie, obcowania z pszczołą i naturą i ewentualnie chcesz parę złotych dorobić, to nie sądzę, żeby to było rozwiązanie gorsze niż inne.

a że zapytam... w czym selekcjonowanie w ramach pasieki jest gorsze niż inne wybory?

CYNIG
Posty: 387
Rejestracja: 09 lis 2013, 12:44
Lokalizacja: Łaziska Górne
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: CYNIG » 23 paź 2014, 21:35

Nie obraź się, ale czytając Twoje teksty przebija z nich niestety zarówno nikła wiedza hodowlana (genetyczna) jak i związana z funkcjonowaniem gospodarki pasiecznej.

Dążysz do wspaniałej sprawy i trzymam kciuki za powodzenie ale to jest dążenie w naszych warunkach terenowych nieco utopijne.

Pozdrawiam i będę z zainteresowaniem obserwował dyskusję :)

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 23 paź 2014, 21:52

Nie obrażam się, ale nie odpowiedziałeś na moje pytania :-) bardzo zgrabny argument :-) prosiłbym o wskazanie w czym przebija brak mojej wiedzy. całe życie się człowiek uczy, a ja przyznaję że zacząłem z pszczołami niedawno.

Nie rozumiem, dlaczego modele świetnie działające od lat w wielu pasiekach, gdzie różnorodność genetyczna jest większa wielokrotnie niż u pszczelarzy kupujących po 50 matek-sióstr od jednej reproduktorki, są dla Ciebie nie do przyjęcia? Ci pszczelarze łapią rójki, dzikie pszczoły, nieustannie je krzyżują utrzymując zdrową populację.

ja nie piszę o mojej małej pasiece - piszę o tym, że da się to zorganizować u kogoś kto włoży w to wystarczająco pracy i będzie szedł w tym kierunku.
czy to jest utopia? może i jest jak będzie to robić 10 osób w Polsce mających łącznie 100 uli. ale jest wielu pszczelarzy z kapitałem wiedzy, doświadczenia, materiału hodowlanego, ilości pni i na koniec (choć może nie najmniej ważne) z wystarczającym pieniądzem na koncie, żeby udźwignąć czas załamania populacji.

Moje wpisy mają na celu pokazanie, że można inaczej. A ci pszczelarze, którzy to robią, nie są z kosmosu. też żyją wśród innych pszczelarzy i mają wiele pasiek dookoła. Sam niedawno zaczynałem i wiecznie trafiałem na ścianę "nie da się". Jak starsze pokolenie pszczelarzy nie uwierzy to może ci, którzy teraz zaczynają zmienią to w przyszłości. Może musi być jak z tymi biskupami z przystanku woodstock - może to pokolenie pszczelarzy musi wymrzeć? ;-) przepraszam jeżeli kogoś obraziłem, bo biskupi się poczuli obrażeni... ;-)

ZDZISŁAW
Posty: 665
Rejestracja: 03 gru 2013, 21:52

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: ZDZISŁAW » 23 paź 2014, 23:33

Zacznij swoje idee realizować przez okres ok .5 lat później porozmawiajmy o szansach na realizacje takiego projektu .

Gilian
Posty: 193
Rejestracja: 27 mar 2014, 19:37

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Gilian » 24 paź 2014, 07:23

Nie wytrzyma pięć lat. Amatorzy, zapaleńcy (dzień dobry) mają zazwyczaj niewielkie pasieki i z każdą rodziną łaczy ich jakaś więź emocjonalna. Kto widział rodzinę kończącą się w sierpniu-wrześniu kiedy nie bardzo jest już jak uratować te pszczoły - to jest mocne przeżycie dla kogoś kto kocha pszczoły, pojawiają się wyrzuty sumienia że zniszczyło się te pszczoły przez swoje zaniedbania lub pomysły. Widziałem już takich Mr. Dronów w swoim życiu bardzo dużo. Ostatnio to był np. Grzegorz Przeżdziecki który odkrył ul TBH i był święcie przekonany że jest na prostej drodze do zbawienia polskiego pszczelarstwa od zmory warrozy. Przeszło mu po jednym sezonie.
Organic beekeeping nie jest nowym pomysłem w Polsce. Jako chyba pierwszy zaczął 10 lat temu Jarek Drzewiecki. Twardy zawodnik, wytrzymał 10 lat. Zrezygnował i zaczął stosować chemię (lekką, sporadycznie ale zawsze to chemia) nie ze względów ekonomicznych a właśnie emocjonalnych.

Mr. Dronie trzymaj się Łukasza (bonluka), pisuj z nim, dzwoń i konsultuj swoje posunięcia w pasiece. Łukasz nie jest dogmatykiem i nie oczekuje cudów. Możesz oszczędzić sobie w ten sposób wielu rozczarowań.

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 24 paź 2014, 08:14

Może nie wytrzymam. Ja nie twierdzę, że zmienię polskie pszczelarstwo. To nie do mnie należy - tym powinni się zająć się ci, którzy mają taki kapitał o jakim wspomniałem. Po prostu denerwuje mnie podejście "nie da się" i "nie będę z tym nic robił, bo ośrodek badawczy powinien mieć to zadanie". Każdy może zrobić mały krok przez coroczną eliminację najgorzej przystosowanych. Jestem przekonany, że gdyby ośrodki badawcze wyhodowały pszczołę "odporną" to 90% z Was ("Wy" ogólnie jako pszczelarze, nie mówię do konkretnej osoby) by jej nie kupiło, bo wolicie takie co znoszą 100kg, choćby trzeba je dymić 10 razy w roku. Często pszczelarze wyśmiewają tych co próbują, albo uważają ich za zagrożenie.

Pomimo tego, że dla takich "małych pszczelarzy" jak ja szanse są mniejsze niż znikome, na razie planuję to robić, bo uważam, że to krok w dobrą stronę i to możliwe, bo dzieje się dookoła.
A założyłem ten wątek, nie żeby kogokolwiek przekonać do swoich metod, tylko żeby zwrócić uwagę na to co się dzieje, a co jest ignorowane. Może ktoś jeszcze się tym zainteresuje i nawet jak nie porzuci leczenia to podejmie trud selekcyjny, na który każdy powinien się zdobyć, a oczekuje się go tylko od "ośrodków badawczych". Drobna coroczna, systematyczna selekcja i maksymalizacja metod naturalnych stworzy bazę, która jak dziś nie zadziała to zadziała za lat 10 czy 15.

Znam pszczelarza - którego bardzo cenię i szanuję - z którym czasem rozmawiam na te tematy, absolutnie nie namawiając go do porzucenia leczenia, tylko wskazując na pewne koncepcje i w odpowiedzi słyszę: próbuj, kombinuj, ale ja już 30 lat tak pszczoły mam i nie będę zmieniał. I tak właśnie myśli pszczelarz - daje 4x4 do ula i waroza spada to po co ma zmieniać? Nowinki o nowej chemii wyszukuje gdzie się da, ale nowinki o tym, że można inaczej są poza jego zasięgiem zainteresowań.

Dokonania Łukasza śledzę i uważam, że jest jednym z nielicznych (a może licznych, ale siedzących cicho), którzy w ogóle próbują coś robić. Może kiedyś moje próby będą ewoluowały w stronę jego pomysłów (tak naprawdę to dość prawdopodobne), bo on na pewno obrał dobry kierunek. Na razie próbuję bardziej radykalnych metod, nie twierdzę że się nie sparzę.

mirco
Posty: 169
Rejestracja: 25 sie 2014, 12:27
Lokalizacja: łódzkie pow. brzeziński

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: mirco » 24 paź 2014, 08:20

Witam! Kilka lat temu poznałem pszczelarza / robiłem mu ramki wlkp/, który sypał jak z rękawa zagranicznymi publikacjami które propagowały prowadzenie pasiek, bez konieczności leczenia. Cel który sobie postawił, to wyhodować pszczoły, odporne na warozze. Eksperymentował ok. pięciu lat. Co roku padało mu 60% pogłowia i więcej. Stać go było na te eksperymenty / zamożni rodzice/. W końcu porzucił to pszczelarzenie i wyjechał do Stanów. Dlaczego o tym piszę ? Czasami cele które sobie stawiamy, weryfikuje życie. Mc Drone ma dążenia i życzę mu powodzenia. mirco

Gilian
Posty: 193
Rejestracja: 27 mar 2014, 19:37

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Gilian » 24 paź 2014, 09:03

W porządku, powodzenia Mr. Dron. Rób swoje. Ale nie oceniaj innych.
Chciałem Ci zwrócić uwagę swoim postem że do "organic beekeeping" trzeba mieć mocne nerwy
Ja dwa razy w życiu miałem rodziny które ginęły w oczach we wrześniu i trzeci raz nie chcę tego przeżywać.
Więc o tym że tak mało ludzi w to wchodzi być może nie decydują wcale względy ekonomiczne czy bezwład i siła przyzwyczajenia co sugerujesz w swoich wypowiedziach a względy emocjonalne. Trzeba być naprawdę twardzielem aby obojętnie przejść koło ginącej we wrześniu rodziny przy której chodziło się od wiosny.


Wróć do „Bio pszczelarz”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość