Bush i pszczoły bez leczenia

Miejsce dla dyskusji o pszczelarstwie bez stosowania leków
Miody-ponidzia
Posty: 59
Rejestracja: 05 lis 2013, 09:28
Lokalizacja: Busko-zdrój
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Miody-ponidzia » 24 paź 2014, 10:38

Mocne wejście. Ale nie wiesz o czym piszesz

ja nie piszę o mojej małej pasiece - piszę o tym, że da się to zorganizować u kogoś kto włoży w to wystarczająco pracy i będzie szedł w tym kierunku.
czy to jest utopia? może i jest jak będzie to robić 10 osób w Polsce mających łącznie 100 uli. ale jest wielu pszczelarzy z kapitałem wiedzy, doświadczenia, materiału hodowlanego, ilości pni i na koniec (choć może nie najmniej ważne) z wystarczającym pieniądzem na koncie, żeby udźwignąć czas załamania populacji.

bonluk
Posty: 286
Rejestracja: 10 lis 2013, 13:57
Lokalizacja: Góry Świętokrzyskie
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: bonluk » 24 paź 2014, 10:41

Widzę, że dyskusja idzie w dobrym kierunku. Moim zdaniem warto w tym temacie dyskutować. Każda droga jest dobra i warto robić coś dobrego dla ogólnej zdrowotności pszczół. Ten rok chyba w większości pokazał, że nie jest ciekawie z pszczołami i czas zacząć w końcu myśleć jak sobie poradzić z problemem.
Janku Gilianie takich kolegów jak MrDrone potrzeba nam bardzo dużo… tak samo jak potrzeba nam trutni w ulu, które przez niektórych namiętnie są niszczone. Co do „kończących się rodzin” to prawda czasami może być to ciężkie zwłaszcza na początku. Później człowiek się z tym oswoi tak myślę bo człowiek to taka istota która dostosowuje się do każdych warunków.
Co do pomysłów przedstawionych przez Bartka myślę, że każdy jest do zrealizowania. Wiadomo pszczelarze towarowi, komercyjni nawet na to nie spojrzą ale Ci mniejsi, którzy nie żyją z pszczół będą mogli sobie pozwolić na takie próby.
Cynig pisze, że dostrzega braki w wiedzy MrDrone. Warto by było napisać o co dokładnie chodzi wtedy każdy skorzysta. Ja na pewno bo wiedza genetyczna dotycząca pszczół jest dla mnie bardzo ciekawa.

CYNIG
Posty: 389
Rejestracja: 09 lis 2013, 12:44
Lokalizacja: Łaziska Górne
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: CYNIG » 24 paź 2014, 10:52

bonluk pisze:...
Cynig pisze, że dostrzega braki w wiedzy MrDrone. Warto by było napisać o co dokładnie chodzi wtedy każdy skorzysta...


Masz rację, tylko że tutaj trzeba by zacząć od podstaw obszernych dziedzin wiedzy a wybacz na pisanie książek mnie nie stać. Zresztą są już dostępne. Po prostu na forum możemy korygować swoją wiedzę/niewiedzę ale nie uczyć od podstaw.

Tak jak napisałem życzę koledze MrDrone wszystkiego najlepszego a że zima za pasem to i będzie czas na lekturę choćby "Pszczelnictwa" czy "Hodowli pszczół" na początek. A w sezonie odwiedzenia paru setek pszczelarzy aby mógł wygłaszać swoje ogóle tezy podpierając się próbką większą jak kilku znajomych pszczelarzy.

Awatar użytkownika
Michał Nowak
Posty: 1037
Rejestracja: 03 mar 2014, 13:45
Lokalizacja: Pobiedziska

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Michał Nowak » 24 paź 2014, 11:07

MrDrone, skąd wiesz, że Twoje założenie nie jest błędne? Jako pewnik przyjąłeś, że pszczoła z czasem da sobie radę z V. Idąc Twoim tokiem rozumowania kundle nie miałyby pcheł, ryby tasiemca a ptaki ptasiej grypy, bo przecież nie wszędzie "wymienia się matki". Selekcja naturalna jest potrzebna, ale niekoniecznie udaje się zwalczyć patogen w sposób naturalny.
Uważam, że pszczołom należny pomagać w zwalczaniu V i nie na moje siły jest patrzenie jak rodzina za rodziną leży na dennicy.
Miśkowa Pasieka

HATT

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: HATT » 24 paź 2014, 12:24

Po pszczołach widzę w tym roku ,że 60% dotrwało by bez leczenia do wiosny ,a pasożyt by spadł w zimie,ale to można się bawić bez leczenia mając powyżej 500 pni .Ważne jest aby zalewać gniazda syropem jak najwcześniej tak aby matki już nie czerwiły we wrześniu i później i gospodarka oparta na 2-3-4 letnich matkach (carnica, kaukaz, środkowo-europejska) i do 30% młodych . Około 50 tyś. na polskie warunki rok w rok trzeba przeznaczyć nie licząc na zyski .Zyski z innych źródeł :)

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 24 paź 2014, 12:45

dziękuję tym wszystkim za dobre słowo, jeżeli takie od nich padło.

Cóż. czy wiem o czym piszę? Wiem o czym czytam i wiem, że to działa (jako system, idea w praktyce - jak zwał tak zwał), tak samo jak Wy wiecie, że nie działa... Zamiast udowadniać mi niewiedzę, brak doświadczenia i pytać o to "od kiedy mam pszczoły" - do wszystkich tych spraw przyznaję się do bycia początkującym - to lepiej zastanówcie się dlaczego w USA i innych krajach to działa, a u nas opór materii jest nie do przejścia.
Wy próbowaliście, ja jestem na początku drogi. Na razie mogę sobie pozwolić ekonomicznie na eksperymenty, czy wytrzymam emocjonalnie to nie wiem. Za każdym razem jak zbieram ul z pasieki to jest mi niezmiernie przykro, ale podobnie przykro było mi w zeszłym roku jak podpalałem apiwarol pod ulami, nie zastanawiając się nawet czy muszę leczyć - po prostu szła jesień to "wszyscy kazali"...

a skąd wiem, że moje założenie nie jest błędne? no właśnie od tych, którzy piszą, że warroza może po jakimś czasie być w ulu jako stały i obecny pasożyt, który jednak rodzin nie zabija.
czy pszczoły w Polsce dadzą radę to nie wiem. Brat Adam pisał, że na początku XX wieku świdraczek pszczeli (acarapis woodi) zabił całą - 100%, nie 99% - populację pszczół w Anglii i musieli sprowadzać obce. Może tak będzie z warrozą w Polsce? tego nie wiem, ale mało kto sprawdza. Pomimo tego pszczoły obecnie nie reagują tak na świdraczka, a osypanie jest rzadkie, mało kto się nim przejmuje i chyba prawie nikt go nie leczy (przynajmniej o tym jest cisza w internecie). Gdy świdraczek dotarł do USA po połowie XX wieku zabił tam 60 - 70% pszczół, a dziś też mało kto o nim pisze jako o zagrożeniu - co najwyżej wspomina, bo były to tak nieodległe czasy, że ci pszczelarze, którzy stracili pasieki dalej żyją. I z warrozą może być tak samo. Problemem jest, że warroza dotarła wtedy kiedy pszczelarze już mieli w arsenale różne związki chemiczne, żeby ją zabijać. I dlatego zamiast "krótkiego strzału" selekcyjnego mamy kilkudziesięcioletnią - przegrywaną - wojnę.

Ja piszę o pewnej idei, którą każdy może realizować. nie tylko tacy, którzy chcą robić to radykalnie jak ja.
Powiedzcie mi co kogo będzie kosztować podjąć następujące kroki:
- eilinacja 10 - 20% nieprzystosowanych matek rocznie (i tak matki wymieniacie)
- zmiana wosku w węzie na czysty - wystarczy robić to co Łukasz, albo znaleźć pewnego dostawcę - to będzie tylko z korzyścią dla wszystkich, pszczoły "się ucieszą", a wśród dostawców też nastąpi "selekcja naturalna";
- zmienić komórkę na zbliżoną do 5.0 - każdy wie, że pszczoła jest powiększona, choć niektórzy twierdzą, że to nie ma skutków dla zdrowia - wg mnie powrót do naturalnego metabolizmu owada może zdziałać cuda.
- wybierać jesienią trochę mniej miodu nawłociowego niż zwykle, żeby pszczoły miały maksymalnie dużo naturalnego pokarmu;
- stosować tylko naturalne metody leczenia - zaburzenia ekosystemu ula są podobne, ale za to nie zostają chemiczne pozostałości w wosku. Metoda leczenia kwasem ma na pewno zbliżoną skuteczność do chemii, i choć szkodzi pszczole to jest zdrowsza "dla ula". A jeżeli boicie się o skuteczność to przecież i tak poprawiacie leczenie do 8 - 9 razy w roku różnymi zabiegami;
- w miarę możliwości ograniczyć leczenie do interwencyjnego - jak Osterlund, a nie prewencyjnego - uważam, że po kilkuletniej selekcji i ograniczaniu leczenia (ilości lub / i dawek) to nie powinno być z tym problemu.

może nie wiem o czym piszę, ale parę kroków może zmienić to jak pszczoły będą funkcjonować. a te parę kroków nie kosztuje nic poza to co już i tak robicie - trzeba tylko zmodyfikować metody i ewentualnie zmienić dostawców węzy lub matek. tylko tyle i aż tyle, a skutki wg pszczelarzy naturalnych mogą być ogromne.

i nikt nie mówi o "zwalczaniu patogena" tj. zabiciu warrozy do 0 (chyba nikt już w to nie wierzy, nawet ci co leczą po 5 razy w roku). Ci pszczelarze piszą, że pszczoły naturalnie ograniczyły jego obecność do minimum, warroza stała się mniej zjadliwa i pomimo obecności nawet 1000 sztuk w ulu nie ma załamania rodziny. Po prostu warroza musi stać się kolejnym świdraczkiem, tak jak to jest u apis cerana. część rodzin padnie, ale część i tak pada co roku. Nie da się zachować 100% każdej pasieki i chodzi o to, żeby zachować to "właściwe" 80%.

czy oceniam innych? nie oceniam - a jeśli już to ta ocena nie jest jednoznaczna. w większości zbliżonej do całości macie wiedzę i "umiejętności techniczne" obchodzenia się z pszczołami kilkukrotnie większe od moich - być może na poziomie jakiego nigdy nie osiągnę. Oceniam natomiast czasem brak pewnej wizji i perspektywy. Doskonalicie się do perfekcji w zliczaniu warrozy i szlifowaniu pewnych cech pszczoły, a nie patrzycie na to co będzie za 20 czy 50 lat. Niedługo bez pożywek lub leków nikt nie pójdzie na pojedynczy przegląd ula. Czy to tak ma być? Ja po prostu uważam, że niewielkim nakładem pracy, za to zmianą nastawienia, można odwrócić na przestrzeni wielu lat te tendencje, które występują.

Awatar użytkownika
Michał Nowak
Posty: 1037
Rejestracja: 03 mar 2014, 13:45
Lokalizacja: Pobiedziska

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Michał Nowak » 24 paź 2014, 13:13

Przykład ze świdraczkiem bardzo nietrafiony. Nie mamy z nim problemów, gdyż leczymy chemią pszczoły przeciw V. Ta sama chemia działa na wcześniej wspomnianego pasożyta.
Nie jestem zwolennikiem pakowania chemii ile się da i widzę tego negatywne efekty, ale nie zrezygnuję z niej zupełnie.
Miśkowa Pasieka

Awatar użytkownika
RoBee
Posty: 230
Rejestracja: 07 wrz 2014, 16:48
Lokalizacja: Koło Podbiegunowe Północne

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: RoBee » 24 paź 2014, 17:08

@MrDrone

Fajna wizja, ale jak zwykle nieco dziurawa w podwalinach. To że będziesz likwidował rodziny o największym porażeniu, względem mediany danej pasieki nic Ci nie da, do czasu, aż sam nie zaczniesz selekcjonować z najbardziej odpornych rodzin materiału hodowlanego, a następnie na jego podstawie "produkował" matki.

I TYM SIĘ WŁAŚNIE ZAJMUJĄ HODOWCY.

To, że zlikwidujesz rodziny słabe i zastąpisz w nich matki nowymi (z zewnątrz) prowadzi do punktu wejścia. Zostaw więc tę selekcję ludziom, którzy się na tym znają, a sam w najlepszym wypadku zaopatrz się w matki, które cechy higieniczne mają na wysokim poziomie- oczywiście od zaufanych hodowców.
Wnuk pszczelarza, teoretyk, który marzy o własnej pasiece...

kolopik
Posty: 202
Rejestracja: 29 cze 2014, 20:36

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: kolopik » 24 paź 2014, 17:13

Panowie. Czytam i obserwuję ten temat od początku jego zaistnienia.
Cyzoryk w kieszeni mi się sam otwierał alem próbował wytrwać do końca. I nie wytrwałem. I muszę za(reagować).
Widzę, że wciągnęliście w utopijne dyskusje Kolegów którzy mają ustabilizowane systemy walki z V-ą.
Kochani !. Nie ma mowy ani żadnych "czarów" aby V-ę udało się likwidować "intelektem" nawet tym najbardziej rozwiniętym.

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 24 paź 2014, 17:26

"Fajna wizja, ale jak zwykle nieco dziurawa w podwalinach. To że będziesz likwidował rodziny o największym porażeniu, względem mediany danej pasieki nic Ci nie da, do czasu, aż sam nie zaczniesz selekcjonować z najbardziej odpornych rodzin materiału hodowlanego, a następnie na jego podstawie "produkował" matki.

I TYM SIĘ WŁAŚNIE ZAJMUJĄ HODOWCY.

To, że zlikwidujesz rodziny słabe i zastąpisz w nich matki nowymi (z zewnątrz) prowadzi do punktu wejścia. Zostaw więc tę selekcję ludziom, którzy się na tym znają, a sam w najlepszym wypadku zaopatrz się w matki, które cechy higieniczne mają na wysokim poziomie- oczywiście od zaufanych hodowców."


A o czym ja piszę przez cały czas? żeby zastępować te słabe matki konikami polnymi? Przecież dokładnie o to mi chodzi przez cały czas - prowadzić własną selekcję + zastępować obcymi z takich właśnie źródeł jakie dają pewne szanse. Non stop piszę tylko o tym, żeby podejmować decyzje hodowlane w tym kierunku. I chciałbym właśnie, żeby tematem zajął się choć jeden HODOWCA na poważnie.

Czy to utopia to już się wypowiadałem. To się dzieje w realnym świecie, a nie w komiksie. Nikt intelektem nie walczy z warrozą. chodzi o to, żeby pozwolić działać naturze. A ustabilizowane systemy walki z warrozą prowadzą tylko do selekcji warrozy w kierunku uodpornienia się na takie systemy.

Gilian
Posty: 193
Rejestracja: 27 mar 2014, 19:37

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Gilian » 24 paź 2014, 18:10


kolopik
Posty: 202
Rejestracja: 29 cze 2014, 20:36

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: kolopik » 24 paź 2014, 19:18

MrDrone pisze:"Fajna wizja, ale jak zwykle nieco dziurawa w podwalinach. To że będziesz likwidował rodziny o największym porażeniu, względem mediany danej pasieki nic Ci nie da, do czasu, aż sam nie zaczniesz selekcjonować z najbardziej odpornych rodzin materiału hodowlanego, a następnie na jego podstawie "produkował" matki.

I TYM SIĘ WŁAŚNIE ZAJMUJĄ HODOWCY.

To, że zlikwidujesz rodziny słabe i zastąpisz w nich matki nowymi (z zewnątrz) prowadzi do punktu wejścia. Zostaw więc tę selekcję ludziom, którzy się na tym znają, a sam w najlepszym wypadku zaopatrz się w matki, które cechy higieniczne mają na wysokim poziomie- oczywiście od zaufanych hodowców."


A o czym ja piszę przez cały czas? żeby zastępować te słabe matki konikami polnymi? Przecież dokładnie o to mi chodzi przez cały czas - prowadzić własną selekcję + zastępować obcymi z takich właśnie źródeł jakie dają pewne szanse. Non stop piszę tylko o tym, żeby podejmować decyzje hodowlane w tym kierunku. I chciałbym właśnie, żeby tematem zajął się choć jeden HODOWCA na poważnie.

Czy to utopia to już się wypowiadałem. To się dzieje w realnym świecie, a nie w komiksie. Nikt intelektem nie walczy z warrozą. chodzi o to, żeby pozwolić działać naturze. A ustabilizowane systemy walki z warrozą prowadzą tylko do selekcji warrozy w kierunku uodpornienia się na takie systemy.


Pindolisz Kolego bzdury.
Jutro pogadamy bo dzisiaj muszę wykonać kursik po nawalonych i nie wiadomo kiedy wrócę.

TadeuszB
Posty: 513
Rejestracja: 13 paź 2014, 21:30

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: TadeuszB » 24 paź 2014, 19:40

Jutro się zacznie powtórka z ambrozii.

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 24 paź 2014, 19:48

Nie śledziłem. Co się działo? ;-)
czekam z niecierpliwością ;-)

co do pszczoły Kefussa - zna ktoś temat? jak się zachowuje w polskich warunkach?
ponoć on współdziałał z Polakami, gdzieś trafiłem na informację, że coś robił z Uniwersytetem Warmijskim.?.. Wie ktoś coś o tym? Ja słabo znam temat Kefussa.

bonluk
Posty: 286
Rejestracja: 10 lis 2013, 13:57
Lokalizacja: Góry Świętokrzyskie
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: bonluk » 24 paź 2014, 20:15

MrDrone pisze:Nie śledziłem. Co się działo? ;-)
czekam z niecierpliwością ;-)

co do pszczoły Kefussa - zna ktoś temat? jak się zachowuje w polskich warunkach?
ponoć on współdziałał z Polakami, gdzieś trafiłem na informację, że coś robił z Uniwersytetem Warmijskim.?.. Wie ktoś coś o tym? Ja słabo znam temat Kefussa.

Keffus mi się kojarzy z:
- testem Bonda
- matkami za grubą kasę
- chorobą psychiczną (podobno stał się pszczołą)

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 24 paź 2014, 20:27

bonluk pisze:Keffus mi się kojarzy z:
- testem Bonda
- matkami za grubą kasę
- chorobą psychiczną (podobno stał się pszczołą)


w takim razie zdecydowanie warto kupić ;-))

kolopik
Posty: 202
Rejestracja: 29 cze 2014, 20:36

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: kolopik » 24 paź 2014, 21:02

Już jestem. Do jutra-też mi się za kurs coś dostało.

ZDZISŁAW
Posty: 665
Rejestracja: 03 gru 2013, 21:52

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: ZDZISŁAW » 24 paź 2014, 21:15

Keffus [Amerykanin zresztą a nie Froncuz] przeniósł sporą część interesu do Chile ,co tam robi ?
Pewnie to co w Europie ale jakoś brak na ten temat publikacji.

polbart
Posty: 1081
Rejestracja: 15 lis 2013, 03:59
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: polbart » 24 paź 2014, 22:58

Cieszę się, że ta filozofia po raz kolejny odżywa.
Nie tak szybko wszystko idzie jak się wydawało...
http://www.polbart.com/
Potrzeba dużo dobrej przestrzeni i wymiany nie tylko doswiadczeń w tych działaniach aby osiągnąć postęp.

Pozdrawiam,
polbart

polbart
Posty: 1081
Rejestracja: 15 lis 2013, 03:59
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: polbart » 24 paź 2014, 23:02

MrDrone pisze:Nie śledziłem. Co się działo? ;-)
czekam z niecierpliwością ;-)

co do pszczoły Kefussa - zna ktoś temat? jak się zachowuje w polskich warunkach?
ponoć on współdziałał z Polakami, gdzieś trafiłem na informację, że coś robił z Uniwersytetem Warmijskim.?.. Wie ktoś coś o tym? Ja słabo znam temat Kefussa.


Krzysztof Loc miał przyjemność.
http://www.survivorstockqueens.org/John ... selves.pdf

Pozdrawiam,
polbart


Wróć do „Bio pszczelarz”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości