Bush i pszczoły bez leczenia

Miejsce dla dyskusji o pszczelarstwie bez stosowania leków
polbart
Posty: 1025
Rejestracja: 15 lis 2013, 03:59
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: polbart » 24 paź 2014, 23:07

ZDZISŁAW pisze:Keffus [Amerykanin zresztą a nie Froncuz] przeniósł sporą część interesu do Chile ,co tam robi ?
Pewnie to co w Europie ale jakoś brak na ten temat publikacji.



Pól roku we Francji, pół roku w Chile.
Nie dziwię się, że można Go nazwać pszczołą.

Dlatego od 31 października wracam do naszego świata, choć ostatnie reproduktorki otrzymane 2 października będę musiał w listopadzie podkarmić, pomimo że dostały w rodzinach wszystko co potrzeba.
Szły do Polski 12 dni jako, że zawieruszyły się we Frankfurcie podczas strajków na lotnisku.
Pomimo, że zostały obsadzone w rodzinach przygotowanych na zimę, po tak długiej przerwie w czerwieniu muszą trochę pofiglować. Najbardziej Alis Sword, pszczoła krzyżówkowa Nomadów - Ludów koczowniczych z południa Turcji. 3-4 ramki czerwiu na 2/3 lub 3/4 ramki, kilka dni temu.
Po polsku - Miecz Alis.

Zapraszam od 15 marca.

Pozdrawiam,
polbart

Gilian
Posty: 193
Rejestracja: 27 mar 2014, 19:37

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Gilian » 25 paź 2014, 08:30

Panowie Bartek i Łukasz macie pierwsze zadanie. Dodzwonić się do p. Krzysztofa Loca i zasięgnąć opinii o p. Kefussie i jego matkach. Powinno pójść łatwiej niż z wywiadem z Erikiem Österlundem. 700 euro za reproduktorkę to spora kwota ale czyż pszczelarstwo bez chemii nie jest tego warte?

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 25 paź 2014, 09:29

polbart pisze:Cieszę się, że ta filozofia po raz kolejny odżywa.
Nie tak szybko wszystko idzie jak się wydawało...
http://www.polbart.com/
Potrzeba dużo dobrej przestrzeni i wymiany nie tylko doswiadczeń w tych działaniach aby osiągnąć postęp.

Pozdrawiam,
polbart



Panie Leszku,

przeczytałem ostatni Pana wpis na stronie i pozwolę sobie na pewną polemikę. Nie moją z Panem, bo moja wiedza i doświadczenie pewnie zbliża się do 2 - 3 % Pańskiej (w wersji optymistycznej dla mnie). Ale polemikę tego o czym czytam w anglojęzycznych publikacjach, z tym co napisał Pan na swojej stronie. I nie będzie to na pewno zaprzeczanie Pana słowom, bo zgodzę się w 100% z kierunkiem. Chodzi mi o to, że według mnie, na bazie tego co dzieje się na świecie, Pana optymizm jest według mnie zbyt ostrożny. Niezmiernie szanuję Pana pracę bo jako jedyny polski hodowca (a przynajmniej według mojej wiedzy) wyszukuje Pan linie odporne i coś próbuje Pan u siebie robić. Inni w ogóle na to nie zwracają uwagi, bo myślą że ośrodki badawcze zrobią to za nich - na miodność tak, na łagodność tak, ale na odporność nie, bo przecież są leki. A przecież w tym podejściu to na miodność też nie ma co zwracać uwagi, bo są sklepy gdzie miód można kupić...

Chodzi mi o to, że pszczelarze organiczni zwracają uwagę na coś więcej niż genetykę i selekcję pszczół. To nie jest tak, że weźmiemy pszczołę Busha czy Lusby, damy ją na węzę 5.4 z parafiną, zakarmimy cukrem i pozwolimy jej zapełniać nasz portfel pieniądzem i nasze ule miodem i odkładami. Bo w takim wypadku ta pszczoła padnie jak każda inna. Pszczole trzeba zapewnić warunki maksymalnie naturalne i odpuścić na pewnym etapie selekcji całkowicie chemię - i to pewnie Pan wie lepiej niż ja. Tylko w takich wypadkach okaże się czy pszczoła da radę czy nie. Każda ingerencja zaburza równowagę ekosystemu ula. Ci, którzy odpuścili leczenie potracili masę pszczół, ale obecnie są uznanymi autorytetami i wzoruje się na nich coraz więcej osób. uważam - nie ja, ale "ja" jako ten, który śledzi te publikacje - że selekcja znacząco poprawi pogłowie, ale bez całościowego powrotu do natury się nie obejdzie. Czy to da radę zrobić u siebie pszczelarz komercyjny z 200 czy 500 ulami - nie wiem. W USA dają radę.

Co do Osterlunda - dokładnie się z tym zgodzę co Pan napisał - zawaliła się jego pasieka. Musiała, bo nagle pojawił się czynnik presji selekcyjnej. ale odbudował ją z tego co zostało stosując naturalne metody. Dalej leczy, ale interwencyjnie - coraz mniej rodzin i coraz mniejszymi dawkami. jego pszczoły są coraz zdrowsze i coraz mniej z nich wymaga w ogóle jakiejkolwiek interwencji. Myślę, że dziś mógłby już pozwolić sobie na całkowite odpuszczenie leczenia i długofalowo straciłby pewnie nie więcej niż 20 - 30 % stanu. Czy 20% roczne straty z powodu warrozy, nie da się wciągnąć w rutynę pasieki? i tak straty roczne pszczelarzy są porównywalne.

To nie jest utopia. Nie należy pytać czy to jest możliwe, tylko jak zrobić, żeby stało się rzeczywistością u nas. Mówienie, że to niemożliwe to tak jakby powiedzieć, że niemożliwe jest wysłanie człowieka w kosmos. Większość pszczelarzy w kosmos nie leci, ale parę agencji kosmicznych daje radę.

U mnie prawdopodobieństwo sukcesu to pewnie koło 1%, u Pana proporcje są odwrotne (co najwyżej trzeba by pytać "jakim kosztem").


Gilian,
co do zakupu "obcej" pszczoły - ona ewoluowała w obcym środowisku, z innymi szczepami bakterii, wirusów, grzybów i warrozy. Może się u nas "ot tak po prostu" nie przyjąć. Choć na pewno ma cenne cechy i łatwiej byłoby z niej coś wyselekcjonować. Myślę, że kupienie "jednej reproduktorki" mija się z celem. zawęzimi pulę genetyczną, a możemy trafić akurat na osobnika, który w polskich warunkach z jakichś względów nie przetrwa (choćby dłuższa zima - weź pod uwagę, że to ma być pszczoła z południa francji skrzyżowana z pszczołą tunezyjską - przynajmniej wg mojej wiedzy). Takie rzeczy trzeba robić systemowo.

Myślę, że kto chciałby porzucać leczenie powinien pomału przestawiać się na elgony, bo w Polsce są najłatwiej dostępne, a to pszczoła wg mojej wiedzy, która niesie wielki potencjał. Mówię, choć nie mam. ;-) tyle przeczytałem. ;-) A oprócz tego szukać coś u siebie. Ja w każdym razie nie zamierzam zabijać żadnej matki, która przetrwa ten rok u mnie - chyba że natura sama zdecyduje się je zabić.

bonluk
Posty: 286
Rejestracja: 10 lis 2013, 13:57
Lokalizacja: Góry Świętokrzyskie
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: bonluk » 25 paź 2014, 09:32

Janku mnie nie interesują takie pszczoły. Swój rozum mam. Trzeba mieć nie pokolei w głowie żeby płacić za markę w pszczelarstwie. Czym one się różnią od pozostałych? Dobrze zrobiony marketing i wystarczy wspomnieć że radzi sobie z V. i już cena szybuje do góry. To nie dla mnie. Takimi rzeczami zajmują się fanatycy pszczelarstwa i marzyciel. Wolę kupić dobrze prowadzonego bf z malutkiej chodowli i mieć to samo bez szumu i fajerwerków

Gilian
Posty: 193
Rejestracja: 27 mar 2014, 19:37

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Gilian » 25 paź 2014, 15:26

Jaki Bf jest tolerancyjny na warrozę? Dawaj namiary na hodowce , też takie pszczoły chce.
Jak czytam blog Österlunda to wydaje mi się ze nawet nie jest w połowie drogi z Elgonem.
Jedynie ten Kefuss deklaruje że jego pszczoły są 100% odporne na warrozę.

bonluk
Posty: 286
Rejestracja: 10 lis 2013, 13:57
Lokalizacja: Góry Świętokrzyskie
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: bonluk » 25 paź 2014, 16:17

Gilian pisze:Jaki Bf jest tolerancyjny na warrozę? Dawaj namiary na hodowce , też takie pszczoły chce.
Jak czytam blog Österlunda to wydaje mi się ze nawet nie jest w połowie drogi z Elgonem.
Jedynie ten Kefuss deklaruje że jego pszczoły są 100% odporne na warrozę.

A Elgon czym jest jak nie bf. Ile tam teraz może być monticoli 5% czy mniej?
Jak ktoś ma ochotę to niech sprowadza testuje. Koszty nie małe jakieś 1500 SEKow z certyfikatem.
Zapewniam, że pszczoły siada i będą pić kawkę z Varroa w przerwie między kursami na pożytki.
Z resztą Bartek chyba pisał, że jest chłopak który sprowadził w tym roku i ma materiał.

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 25 paź 2014, 17:58

Ja gdzieś trafiłem na informację, że Elgon to około 70 (lub 75) % Buckfasta, 20 (lub 25) monticoli i 5% saharensis. Nie wiem czy to prawda. Niemniej jednak Elgon jest prowadzony metodą Buckfast i wg mojej wiedzy za Bf jest uważany (cokolwiek to znaczy i cokolwiek by to zmieniło).

To w jakiej części drogi jest Osterlund zależy od interpretacji. Ja pozostaję optymistą (pomimo tego, że chwilę temu zwiozłem następne ule z pasieki...) i według mnie jest daleko za połową. Ale co to oznacza to każdy musi odpowiedzieć sam. Ja nie oczekuję 100% przeżywalności od żadnej pszczoły, bo to chyba niemożliwe. nawet przy leczeniu. Jeżeli ktoś deklaruje 100% to chyba o nim świadczy odpowiednio...
Ja wiem, że 99,9% z Was nie wierzy, że pszczoła może żyć z warrozą, ale według tych publikacji jest to możliwe. Czytałem, że zdarzały się przypadki ograniczenia porażenia z 20 do 4% przez same pszczoły i te rodziny przeżywały. Oni piszą też, że rodziny wychodziły same nawet z porażenia skutkującego ujawnieniem się wirusa zdeformowanych skrzydeł. Nie wiem czy to można włożyć między bajki, ale nikt nie próbuje się przekonać czy to prawda. Każdy jak widzi porażenie od razu coś stosuje i nie pozwala działać naturze. Nie da się wyselekcjonować pszczoły jeżeli nie podda się jej czynnikowi selekcyjnemu. Natomiast każdy komu się udało każe uzbroić się w cierpliwość i liczyć z 90 - 95 % śmiertelnością na początku (niezależnie od metody). Ale tą śmiertelność można rozłożyć na wiele lat i można zacząć od materiału po wstępnej selekcji.

co do kontaktu - dostałem od Osterlunda kontakt do osoby, która w tym roku kupiła od niego parę pszczół, ale to nie jest hodowca, więc nie czuję się upoważniony do podania publicznie.

Koszt Elgona Osterlunda to około 250 zł (w przeliczeniu) za sztukę. Do tego dochodzi około 500 zł opłaty weterynaryjnej, ale z tego co wiem jest ona jednorazowa niezależnie od ilości zamówionych pszczół. No i oczywiście dochodzi koszt przesyłki ze Szwecji - nie wiem ile ale spodziewam się 100 - 150 zł.
Nie wiem na ile różni się ten Elgon od innych - tj. czy lepiej sobie radzi z warrozą od tego Elgona, którego ma Polbart i chyba też Tomek Miodek.

polbart
Posty: 1025
Rejestracja: 15 lis 2013, 03:59
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: polbart » 28 paź 2014, 23:19

Z racji prowadzenia hodowli matek pszczelich, póki co nie mogę sobie pozwolić na różnego rodzaju wywijasy.
Z prostej przyczyny, braku czasu.
Wszystko od dwóch lat organizuję, aby w przyszłym roku wreszczie mieć dość czasu na obserwację rodzin produkcyjnyh wędrujących po pożytkach.
Jeśli mi się moje plany spełnią to będę mógł wreszcie spojrzeć dokładnie na rodziny poniewierające się w różnym terenie i wstępne wyselekcjonowabnie linii, które dają sobie lepiej radę z kleszczem.
Na ten czas, pi razy oko, to Buckfasty, Elgon x Buckfast i PXE najlepiej w różnym stopniu dają radę z warrrozą i czyszczą komórki
Wstępne obserwaje pszczół w F1 od Juhani Lundena nie potwierdziły jego ostrzeżeń o złośliwości, a królowe celowo nie były unasienniane w Starej Słupi ale w rejonnie nadwiślańskim.
Co ciekawe, pomimo wiadomego znikomego ogólnego porażenia nukleusów przez warrozę związanego z podkarminiem w bieżącym sezonie - w rodzinach z potomkami Vr1 i Vr2, ujrzelismy jedynie jedną martwą warroze na wkładce pod siatką w 18 rodzinach. - Wyniosły, zeżarły czy jak ????? Poczekamy w przyszłym roku, zobaczymy.
Na świecie już o tych pszczołach wiedzą. Jak będzie u nas, czas pokaże. W kazdym razie są to inne zupełnie pszczoły, do których zdążyłem się przyzwyczaić.
Patrzą na mnie jak te sprzed 40 lat ..............ale nie skaczą do gardła :-)

Pozdrawiam,
polbart

HATT

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: HATT » 29 paź 2014, 00:09

Vr1 i Vr2 to będzie hit na przyszły sezon. Praca z takimi niezapchlonymi pszczołami to coś pięknego .

polbart
Posty: 1025
Rejestracja: 15 lis 2013, 03:59
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: polbart » 29 paź 2014, 00:26

W tej pszczole jest śladowa domieszka Adansoni...
Oby się Twoje słowa w złoto zmieniły ;-)

Pozdrawiam,
polbart

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 29 paź 2014, 08:08

wreszcie słowa, które chciałem usłyszeć. bo już trochę nudziło mnie czytanie, że ktoś rok próbował i był zdziwiony, że mu pszczoły padły przez warroze.
dziękuję Panie Leszku za te słowa, bo budzą we mnie niezmierny optymizm. wiadomo, że to nie znaczy "już", ale przyszłość jest bliżej niż założenia niewiernych Tomaszów.

i może wreszcie dyskusja zejdzie z tego "czy można" na to "jak to zrobić, żeby zadowoleni byli i pszczelarze i pszczoły".
pozostaje tez pozostaje: czy pszczelarz, który kupi pszczołę higieniczną da jej szansę, czy zacznie ją traktować jak każdą inną.

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 02 lis 2014, 15:49

Panie Kolopik,
ja do dziś czekam, żebyś Pan się ze mną mądrością podzielił, a Pan jak żeś pojechał na ten kurs to słuch o Panu zaginął ;-)

Miody-ponidzia
Posty: 59
Rejestracja: 05 lis 2013, 09:28
Lokalizacja: Busko-zdrój
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Miody-ponidzia » 06 lis 2014, 09:36

Nie ma to jak ekopasieka - komórka 4,9 pszczoły bez leczenia i duuużo by jeszcze wymieniać.
Zawodowa pasieka to zawodowa pasieka i nie ma miejsca na pierdoły. Jak ktoś ma jeszcze jakieś wizje pszczół bez leczenia które sobie same radzą z warrozą to polecam obejrzeć.
https://www.youtube.com/watch?v=S-jCV_nufwU
Jest dobrze Leszek ładne rodzinki będzie na czym pracować w przyszłym sezonie .
Dla tych którzy sobie nie radzą z leczeniem polecam hodowlę jedwabników.

bonluk
Posty: 286
Rejestracja: 10 lis 2013, 13:57
Lokalizacja: Góry Świętokrzyskie
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: bonluk » 06 lis 2014, 13:43

Każdy ma tam jakieś swoje wizje. Jedni widzą tylko zielone przed oczami i tacy zostaną już tylko przy swojej słusznej wizji. Kto z tego żyje raczej nie będzie czekał i patrzył czy V. ma się dobrze. Rozumiem podejście.
Film oglądałem. No cóż bramka goni bramkę a później przechodzi na powałkę itd. Każdy ma swoje metody dokuczania pszczołą i V.
Ja wolę inne metody, swoje metody i swoje błędy. Amatorskie co prawda ale chyba nie najgorsze. Pszczoły jeszcze zipią

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 06 lis 2014, 15:07

Zastrzeżenie : Nie jestem fanem amerykanów.
ale powiem tak - oni tam połączyli A z B i wyciągnęli wnioski (część z nich).
Gdzie
A - 15 lat temu wystarczyło "leczenie jesienne"
B - obecnie walą chemii ile wlezie, a i tak spada 20 - 30 % pszczół przez warrozę.

To Pan, Panie Michale powinien czynić starania jako hodowca, żeby to odwrócić. Szanuję Pana wybory, nie wątpię, że przynoszą Panu godne życie i nie wątpię też, że spora większość pszczół Panu przeżyje. To uczciwa i ciężka praca za którą należy się i szacunek i pieniądze.
Tylko proszę mi powiedzieć - jak długo jeszcze tak będzie? 10 lat? 15? Czy mamy czekać aż to się stanie?
Z tego co czytam w różnych publikacjach to u nas 15 lat temu też wystarczyło jesienne odymianie. Dziś jak czytam to forum to widzę, że jesteśmy bliżej B niż A. Może tak nie jest? Czy może CCD do nas nie dociera? Może do Pana pasieki w tym roku nie dotarło. Życzę, żeby nie dotarło.

Mam znajomego pszczelarza amatora, który ma (miał) pasiekę około 40 uli, wszystko na tegorocznych ramkach, świeżutkiej węzie 5.1, ule nowiuteńkie, matki z dobrych źródeł (w tym parę od Pana Leszka, ale miał parę i kundelków i po parę od innych hodowców). Odymił raz i spadło mu po 10 - 15 sztuk warrozy na ul - nie dymił dalej, ja uważam że słusznie (nawet jakby jeszcze 15 razy tyle się chowało to nie powinno być problemu). Niecały miesiąc później pasieka się załamuje. Nie wiem ile mu tam padło, ale chyba podobna ilość do mnie w tym matki od uznanych hodowców - z tego co wiem i elgony i buckfasty.

mój przykład też jest znaczący, choć większość powie tylko, że to dowód na to, że mówię bzdury i że jako "amator" nie potrafię utrzymać rodzin. Ale wszyscy twierdzą, że nieleczone rodziny powinny dać radę przeżyć do 2 lat bez leczenia. zwłaszcza jak mam odkłady. A u mnie tegoroczne czerwcowe odkłady sypały się jeden za drugim - nie przeżyły bez leczenia nawet 4 miesiące (myślę, że i tak większość by nie przeżyła nawet jakbym leczył). Kto chce może to poczytać na dowód tego, że lepsze są metody "zawodowców". ale ja to widzę w szerszym kontekście. Pszczoły są słabe, warroza jest selekcjonowana na bardziej zjadliwą.

Nikt nie twierdzi, że na komórce 4.9 i bez leczenia wszystkie przeżyją - ale radzą sobie lepiej. Na pewno można odwrócić tendencję po pierwszych latach strat. Myślę, że spokojnie będzie można dojść do etapu gdzie straty są podobne lub mniejsze niż obecne, a chemii się nie stosuje.
Niech pszczelarze zawodowi zostaną przy swoim, ale amatorzy niech się zastanowią czy też tak chcą. Bo ja już wolę te jedwabniki niż ładować co miesiąc "dymki" na reinwazję.

Awatar użytkownika
Creaz
Posty: 334
Rejestracja: 03 lis 2013, 22:47
Lokalizacja: południowa wielkopolska
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Creaz » 06 lis 2014, 16:11

MrDrone pisze: Mam znajomego pszczelarza amatora, który ma (miał) pasiekę około 40 uli, wszystko na tegorocznych ramkach, świeżutkiej węzie 5.1, ule nowiuteńkie, matki z dobrych źródeł (w tym parę od Pana Leszka, ale miał parę i kundelków i po parę od innych hodowców). Odymił raz i spadło mu po 10 - 15 sztuk warrozy na ul - nie dymił dalej, ja uważam że słusznie (nawet jakby jeszcze 15 razy tyle się chowało to nie powinno być problemu). Niecały miesiąc później pasieka się załamuje. Nie wiem ile mu tam padło, ale chyba podobna ilość do mnie w tym matki od uznanych hodowców - z tego co wiem i elgony i buckfasty.

Kolego z całym szacunkiem, ale Ci nie wierzę. I bajki pleciesz.

Miody-ponidzia
Posty: 59
Rejestracja: 05 lis 2013, 09:28
Lokalizacja: Busko-zdrój
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Miody-ponidzia » 06 lis 2014, 16:42

Również nie jestem fanem amerykanów (szczególnie po obejżeniu wywiadu z Aaronem Russo) – dla nich w szczegolności pszczoły to biznes stąd nakład środków na hodowlę i selekcję pszczoły. Bez kasy na ten cel i dotacji rządowych nic nie wskóramy albo nie w takim stopniu jak oczekiwali by tego pszczelarze.
15 lat temu była inna waroza i mieliśmy dużo bardziej skuteczne środki do walki z nią jak obecnie.
Widzisz nie chce się wypowiadać za pozostałych którzy hodują i sprzedają matki ale popatrz na pszczoły które ja hoduję szczególnie 2 primorska i AGT. Każdy mniej lub bardziej slekcjonuje pszczoły pod kątem witalności a co za tym idzie walką z warozą. Ja monitoruję warozę cały sezon są rodziny mniej lub bardziej podatne na warozę -jak myślisz które się eliminuje .
W kwestii CCD u nas nigdy nie było i nie ma ,wypowidałem się na ten temat jasno, raz mi waroza przetrzepała skórę jakieś 8 lat temu od tamtej pory starty zimowe na pozimie 5 procent nieprzekraczalnym.
Cerana też była jest i będzie w zasadzie u każdego kwestia tylko czy wykończy pszczoły czy nie – wykończy jak będą pokłute i osłabione jak bedą zdrowe nie to samo się tyczy innych chorób pszczelich. Generalnie po takim sezonie należało się spodziewać że tak będzie, praktycznie brak zimy- 2 pokolenia warozy więcej , mało miodu rodziny niedożywione w trakcie sezonu szczególnie po lipie ma to olbrzymie znaczenie, pszczelarze licząc na kolejny pożytek który wyrówna starty zwlekają z leczeniem a teraz i na wiosnę są widoczne tego efekty ani miodu ani pszczół i szukanie winnych – oczywiście winni hodowcy bo mają gówniane pszczoły które się same nie oczyszczają. Trzeba wrócić do srodkowoeuropejskiej -TO BYŁY PSZCZOŁY- tylko dlaczego nikt ich nie chce w swoich pasiekach ,zostały w stadach zachowawczych i u fanów amatorów. Oczywiście że jestem za tym by przetrwały tak jak stare odmiany drzew owocowch ale walory użytkowe tych pszczół pozostawiają wiele do życzenia w każdym razie ja sobie nie wyobrażam pracy z nimi w dużej pasiece (kiedyś miałem) dziękuję.
Piszesz że pszczoły nieleczone wytrzymają 2 lata -już dawno mówiłem że to bzdura zostawiam nieleczone odkłady na drugi sezon i obserwuję załamanie rodziny następuje na przełomie lipca i sierpnia w zasadzie nawet gdybys zaczał leczyć początkiem lipca to i tak musztarda po obiedzie a co dopiero nie leczyć.
Moim zdaniem na dzien dzisiejszy w naszym klimacie nie ma pszczół mogących poradzić sobie bez leczenia chcesz nie używać chemii zastosuj rotacyjną gospodarkę używając kwasów na samą pszczołę wybrniesz z tematu w przeciwnym razie klęska . Co z tego że u bonluka jeszcze zipią jak na wiosną jak dożyją będą liche i zanim się zbiorą będzie po sezonie ale chwali się jego zaangażowanie i altruizm ja patrzę z trochę innej perspektywy i dobrze by było żeby sarkazm zachował dla siebie bo nie jestem na utrzymaniu rodziców a wolontariat jest dobry w instytucji charytatywnej. Gospodarstwo pszczelarskie jest gospodarstwem i ma na siebie zarobić chyba że się mylę- a jak się mylę to chyba ja się wezmę za te jedwabniki.
Aleś mnie nakręcił do pisania od dobrych kilku lat nie napracowałem się tyle przy klawiaturze i przepraszam za błędy

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 06 lis 2014, 16:46

Creaz pisze:Kolego z całym szacunkiem, ale Ci nie wierzę. I bajki pleciesz.


Nie zamierzam nikogo przekonywać, że to prawda. Sam znam tą historię z jego opowieści. Nie było mnie przy nim jak to robił. Nie wiem czy zrobił to dobrze czy źle (zresztą jestem ostatnią osobą, która to powinna oceniać) - z tego co wiem robił wszystko "zgodnie z instrukcją", wiem, że używał jakiegoś specjalnego "odymiacza" i że dennice na czas dymienia miał zamknięte. Ja nie mam powodu mu nie wierzyć. Dowodu żadnego nie przedstawię - nie mam takiego i nie mam też zamiaru takiego szukać.

szukam innej drogi niż to co widzę i słyszę. przyznam, że z niesłabnącym zainteresowaniem śledzę nowinki dotyczące nowych metod eksterminacji warrozy i każdy taki wpis czy filmik powoduje tylko utwierdzenie mnie w przekonaniu, że dziś nie chcę tą drogą iść. Może - zgodnie z sugestią - przerzucę się na jedwabniki jak nie dam rady trzymać pszczół tak jak chcę, a może kiedyś się złamię. w przeciwieństwie do pszczelarzy zawodowych nie żyję z pszczół. nie patrzę na pszczoły jak na brojlery. Polecam takie spojrzenie, może coś nowego wymyślicie.
Ja wiem, że wszyscy kochacie pszczelarstwo. Albo się tego nie lubi, albo się kocha. ale z miłości czasem też usypia się psa, który cierpi. Po prostu patrzę na to inaczej. Nie chcę utrzymywać pszczół przy życiu za wszelką cenę. Natura ma swoje sposoby i wystarczy pozwolić jej działać wystarczająco długo i wszystko się zrównoważy. Wiem, że zawodowcy nie mogą sobie pozwolić na to materialnie, bo nie mają tego komfortu co ja, że w "Matki Boskiej Pieniężnej" na koncie jest wypłata z której można do pszczół dokładać...

Ale nie próbujcie wszystkich od tego odwodzić, bo może kiedyś pszczelarstwo dojdzie do ściany i nie będzie już można dalej wymyślać nowych sposobów. A wtedy "nowe drogi" dookoła tej ściany może się przydadzą - ktoś musi je przetrzeć i powinno to być jak najwięcej pszczelarzy - również zawodowych. A nie ma żadnych wątpliwości, że te drogi istnieją. 1000 którym się nie udało (poddało się) nie udowadnia, że się nie da, a 1 któremu się udało udowadnia że można. A na świecie jest więcej niż 1 kto to robi. Zamiast wspierać te pomysły, dzielić się doświadczeniami, samemu próbować, a wręcz wspomagać materialnie i "pszczołą" tych co sami tego nie udźwigną, a chcą próbować, to zwalczacie każdy pomysł w zarodku. "Pindolisz głupoty", "a ile lat zajmujesz się pszczołami", "bajki pleciesz" itp itd.
Tym co znają angielski polecam stronę http://anarchyapiaries.org/ bo to jest chyba najfajniejsze podejście naturalne w działających pasiekach komercyjnych. Tu jest najmniej "wyzysku" pszczoły, najwięcej naturalnych metod, a do tego przynosi to jakieś tam zyski, choć pewnie 10% z ula tego co u Was (nie znam liczb, nie interesują mnie). I nie ma mowy o 100% przeżywalności. Tego nikt nie obiecuje. Ale pasieka kwitnie. Mnie to inspiruje, a Was obrzydza sama myśl, że można inaczej niż Wy robicie.

HATT

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: HATT » 06 lis 2014, 16:51

Teraz po wiośnie będzie 3 lata względnego spokoju z warrozą i bardzo dobrze niech padnie i 70% pszczół w Polsce,a wszystkim mieszaczom po 100% ,bo juz mnie wnerwia ta moda na pszczelarstwo i na dziubanie w drzewach barci. Miodyponidzia za mocno to ujął pewnie drynknięty był moim zdaniem każdy popełnił błąd w zeszłym roku bo czerw był ,a leczenie skończyliśmy ,a nawet jak go nie było to w kłębach amitraza nie zabije kleszcza . Zostało po 50-100 kleszczy na zimę,a zimą matki czerwiły i te rodziny poszły pierwsze juz nawet w sierpniu.Wymienialiście na wiosnę matki w tych najsłabszych rodzinach ,a to nie matki były winne. Jak źle napisałem to poproszę o sprostowanie ,zaznaczam że to są tylko moje sugestie.

polbart
Posty: 1025
Rejestracja: 15 lis 2013, 03:59
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: polbart » 06 lis 2014, 17:03

Michał ma rację. Nawet młode rodziny wywwożone w zawarozowiony teren nie przeżyją bez leczenia następnego sezonu. Na Ukrainie pszczoły wykorzystujące ostatnie pożytki na lipie mają się teraz dobrze.
Te, które jeszcze wędrowały w sierpniu i we wrześniu w poszukiwaniu późnych pożytków niejednokrotnie wymagały łączenia siedmiu rodzin w jedną.
Taki rok, trzeci z z rzędu. W pszyszłym roku nie będzie się o warrozie prawie wcale pisać.

Pozdrawiam,
polbart


Wróć do „Bio pszczelarz”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości