Bush i pszczoły bez leczenia

Miejsce dla dyskusji o pszczelarstwie bez stosowania leków
MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 07 lis 2014, 15:58

Michał Nowak pisze:Kapitanem Planetą pewnie nie zostanę, a moich pszczół na pewną śmierć nie skażę. Ty widzisz to inaczej i nie zabraniam Tobie tego. Mamy inne zdanie i niech tak pozostanie.


Zrozumcie mnie: ja nie namawiam nikogo do moich metod. Co więcej - przyznaję, że być może podchodzę zbyt radykalnie, bo większość pszczół nie jest na to gotowa. Może powinienem najpierw parę lat zdobyć więcej doświadczenia i wypracować pewne metody. Każdy podchodzi na swój sposób. Nie oburzam się, że leczycie pszczoły.
Oburzam się tylko na to, że robicie to bezrefleksyjnie. NIe zastanawiając się jak zrobić, żeby w kolejnym roku zrobić o jeden zabieg mniej, albo zmniejszyć dawkę. W zamian myślicie : jak zrobić, żeby w przyszłym roku zabić o jedną warrozę więcej. Za mało uwagi poświęcacie selekcji. I np. nie macie planu na 2025, że będzie to Wasz ostatni rok kiedy leczycie. I tylko o tyle mi chodzi. Ale widocznie ma tak zostać. Życzę nam wszystkim, żeby w 2025 jeszcze jakieś metody działały.

Mariuszczs
Posty: 444
Rejestracja: 20 lis 2013, 20:59
Lokalizacja: Sulmierzyce/Dąbrowa

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Mariuszczs » 07 lis 2014, 16:07

Tak ci się tylko wydaje że nikt nic nie myśli lub nic nie zrobił

Ja np mam w notatniku taką wstępną myśl którą wkleję bez poprawek bo na te nie mam czasu

" Spotkałem się ze sposobem kiedy w sierpniu izoluje się matkę po to aby nastąpił moment kiedy nie będzie czerwiu krytego i w ten sposób dymiąc zabija się warrozę .
Gdybym to chciał zrobić w lipcu....

Zakładając że jestem 20 lipca już po ostatnim miodobraniu i chciałbym tego dnia odymić pasiekę. Jedno dymienie w tym okresie. Więc musze nie mieć czerwiu krytego. Trzeba zaizolować matkę. Rozrysować schemat na kalendarzu co i kiedy zrobić .Być może usunąć ostatnią ramkę jaka się zostanie bo z braku czerwiu tam będzie gro warrozy i w związku z ryzykiem że te pszczoły będą mocno zawirusowane lepiej je usunąć. Chyba że pszczoły jeszcze będą miały czerw trutowy na ramce trutowej to tam będzie większosć warrozy siedzieć. A może matkę zaizolować na węzie trutowej ?

Czy wystąpią dodatkowe korzyści w postaci większej ilości miodu w związku z tym że pszczoły nie karmiły naście dni larw. Czy wystąpią problemy z rozczerwieniem matki na tak ważną pszczołę zimową.

Dymienie 20 lipca to wypuszczam matkę 12 lipca w związku z tym będzie czerw 8 dniowy. A może lepiej 13 lipca bo pod 8 dniowy warroza będzie już się chętnie chować a niewiem czy tam amitraza dociera ?

Izolowanie 29 czerwca to do 20 lipca wsio z przed izolacji się wygryzie, ew się usunie resztki .

Czyli matka zaizolowana niecałe dwa tygodnie. "

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 07 lis 2014, 16:18

ok. to jest pomysł na to, żeby skuteczniej wybić warrozę przy użyciu mniejszej ilości chemii. Jest to cel szczytny, ale ja nie o tym piszę. Choć taki sposób poprawi byt pszczół w tym ulu (co już samo w sobie jest zacne) to się ma nijak do selekcji pszczoły odpornej i selekcji warrozy na bardziej zjadliwą.

Dalej ta pszczoła pozostanie przy życiu, choć być może natura by ją wyeliminowała - i dalej trutnie od tej pszczoły będą unasienniać inne matki. I dalej przeżyje jakaś część warrozy, która uodporni się na chemię. Owszem proces wolniejszy - bo mniej chemii, mniej dawek. Ale kierunek podobny.

Pewnie, że to już coś. Każdy pomysł jest cenny. Ale nie o to chodzi w pszczelarstwie organicznym. Że użyję stwierdzenia z innego działu. Chodzi o to, żeby "pogodzić pszczołę z warrozą", a nie zabić warrozę.

Mariuszczs
Posty: 444
Rejestracja: 20 lis 2013, 20:59
Lokalizacja: Sulmierzyce/Dąbrowa

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Mariuszczs » 07 lis 2014, 16:33

W tym roku sporo pasiek już ma 100% strat. Poprzednio w 2012 było mniej takich pasiek ze 100% stratami ( i moja wtedy też 100 % ) . Ma to ścisły związek z momentem kiedy w danym sezonie i od jakiej ilości ma start .

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 07 lis 2014, 16:37

wbrew pozorom ten rok może przynieść dużo dobrego. Po pierwsze będzie cenna selekcja (pomimo leczenia), a po drugie może wreszcie pszczelarze zaczną myśleć, że leczą, a natura i tak znajdzie sposób. Właśnie takie sytuacje skłoniły pszczelarzy z USA do myślenia i działania. Może i u nas coś dobrego z tego wyniknie.

marcinbzyk
Posty: 587
Rejestracja: 09 lis 2013, 18:56
Lokalizacja: Chotcza

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: marcinbzyk » 07 lis 2014, 16:41

MrDrone pisze:wbrew pozorom ten rok może przynieść dużo dobrego. Po pierwsze będzie cenna selekcja (pomimo leczenia), a po drugie może wreszcie pszczelarze zaczną myśleć, że leczą, a natura i tak znajdzie sposób. Właśnie takie sytuacje skłoniły pszczelarzy z USA do myślenia i działania. Może i u nas coś dobrego z tego wyniknie.

Kolego a co to da jak ty będziesz selekcjonowal jak twoi sąsiedzi nie taki pomysł jaki miałby racje bytu jakbyśmy wywieźli wszystkie dostępne pszczoły i waroza na bezludne wyspę i zostawili se sobie

marcinbzyk
Posty: 587
Rejestracja: 09 lis 2013, 18:56
Lokalizacja: Chotcza

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: marcinbzyk » 07 lis 2014, 16:51

Same sobie..." na tel mi się źle pisze

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 07 lis 2014, 16:52

marcinbzyk pisze:
MrDrone pisze:wbrew pozorom ten rok może przynieść dużo dobrego. Po pierwsze będzie cenna selekcja (pomimo leczenia), a po drugie może wreszcie pszczelarze zaczną myśleć, że leczą, a natura i tak znajdzie sposób. Właśnie takie sytuacje skłoniły pszczelarzy z USA do myślenia i działania. Może i u nas coś dobrego z tego wyniknie.

Kolego a co to da jak ty będziesz selekcjonowal jak twoi sąsiedzi nie taki pomysł jaki miałby racje bytu jakbyśmy wywieźli wszystkie dostępne pszczoły i waroza na bezludne wyspę i zostawili se sobie


Masz rację. lepiej przywalmy dymkiem na reinwazję... i faktycznie możemy też te opony palić, bo w chinach spalają śmieci, więc to i tak nie ma sensu. Kolega marcinbzyk mnie przekonał...

marcinbzyk
Posty: 587
Rejestracja: 09 lis 2013, 18:56
Lokalizacja: Chotcza

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: marcinbzyk » 07 lis 2014, 17:04

Piszesz o selekcji na odporność weź poprawkę na to że twoi sąsiedzi Tego nie robią i ciągle będą ci mieszać w USA mają hodowle odseparowane

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 07 lis 2014, 17:12

marcinbzyk pisze:Piszesz o selekcji na odporność weź poprawkę na to że twoi sąsiedzi Tego nie robią i ciągle będą ci mieszać w USA mają hodowle odseparowane


Nie. Piszę o tym, że ja odrzuciłem leczenie, bo nie chcę truć moich pszczół insektycydami i palić ich kwasami.

I piszę o tym, że każdy powinien na swoim małym podwórku zabrać się do roboty. Podjąć trud selekcji i nie traktować strat na poziomie 15 - 20 % jako wstyd, jeżeli będą wkalkulowane w proces wzmacniania pszczoły i osłabiania warrozy. Żeby Pan Michał Lewandowski nie mówił z dumą, że ma poniżej 5% strat, skoro co roku musi wykonywać o jeden zabieg więcej.
I piszę, żeby robić tak, żeby za 10 - 15 lat sytuacja się poprawiła, a nie pogorszyła.
I apeluję do hodowców, żeby uwzględnili tą cechę mocniej w swoich planach selekcyjnych - bo oni mają największą "władzę" nad naszą pszczołą.
I chciałbym, żeby to moje odporniejsze trutnie unasienniały jednodniówki sąsiada, żebym po 3 pokoleniach mógł liczyć, że u niego też jakiś "odporny" gen się znajdzie.

O tym piszę. Piszę, że to dziś od każdego pszczelarza z osobna zależy jaka pszczoła będzie jutro.
I ogólnie ręce mi opadają.

marcinbzyk
Posty: 587
Rejestracja: 09 lis 2013, 18:56
Lokalizacja: Chotcza

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: marcinbzyk » 07 lis 2014, 17:19

Ja Cie rozumiem mnie też się nie podoba jak musze pakować co się da do uli Ale na hodowców to nie licz. Ja bym się zastanowił gdzie są nasze związki i instytut w Puławach? Odpowiem w czarnej dup...

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 07 lis 2014, 17:33

marcinbzyk pisze:Ja Cie rozumiem mnie też się nie podoba jak musze pakować co się da do uli Ale na hodowców to nie licz. Ja bym się zastanowił gdzie są nasze związki i instytut w Puławach? Odpowiem w czarnej dup...


To ja powiem tak - od Pana Marcinbzyk jak i ode mnie zależy gdzie kupi pszczołę i kogo wybierze do związków. Dziś jak ktoś ma duże straty to się wstydzi przyznać. Na stronach pszczelarzy są same sukcesy - ja u siebie na stronie piszę głównie jak zbieram puste ule...
A jak kupicie Elgony po wstępnej selekcji czy Finki, zamiast Buckfastów nie selekcjonowanych to hodowcy na kolejny rok sprowadzą sobie właśnie taką pszczołę. I jak kupicie środkowoeuropejską, która pewnie z warrozą sobie nie radzi lepiej niż inne, ale za to z innymi miejscowymi patogenami tak, to hodowcy też je będą mieli w kolejnym roku. Więc nie mówcie mi, że nie ma co liczyć na hodowców, bo nie chcecie mieć takiego materiału jaki daje szansę na pszczołę odporną.
Przeraża mnie jak jest powódź i wychodzi facet, który się nie ubezpieczył i z płaczem mówi: "Panie Premierze jak żyć?". albo jak sadownik się zastanawia jak go to państwo oszukało, że "macha szabelką" tak jakby obowiązkiem państwa było skupywać jabłka od Kowalskiego czy Nowaka. Ludzie, macie władzę w rękach, a nie korzystacie. "Panie Premierze jak żyć?" - ano zaradnie, dbać o swoje, ubezpieczać się, selekcjonować pszczołę, wybierać takich hodowców jacy sprowadzają odpowiednią pszczołę. Ale jak Wam nie zależy, nie podejmujecie trudu u siebie to nie zwalajcie na związki i na instytut w Puławach. Jak hodowca dostanie 100 telefonów w sezonie z pytaniem o pszczołę po selekcji to będzie takiej szukał - albo u siebie, albo na świecie. Kropka.

Awatar użytkownika
RoBee
Posty: 230
Rejestracja: 07 wrz 2014, 16:48
Lokalizacja: Koło Podbiegunowe Północne

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: RoBee » 07 lis 2014, 17:58

Michał Nowak pisze:Ja stanowczo się z tym stwierdzeniem nie zgadzam. V to pasożyt i jej zadaniem jest tylko i wyłącznie pasożytowanie, żywienie się swoją ofiarą. Szczerze wątpię, by V tworzyło w ulu zwarty organizm jakim są pszczoły. Żywot kleszcza opiera się na tym, by mógł się najeść, dojrzeć, rozmnożyć i paść. Z punktu widzenia pszczelarza nie widzę w tym stworzeniu inteligencji pozwalającej myśleć o tym, że nie chce ona zabić Moich pszczół. Wręcz przeciwnie. Muszę, więc działać tak, by przed osiągnięciem dojrzałości osobnika V a koniecznie jego rozmnożeniem unieszkodliwić pasożyta. Koniec.


Varroa nie tworzy w ulu super organizmu na podobieństwo tego pszczelego, ale prawa natury są nieubłagane. Przy dostępie pasożyta do pożywienia (pszczoły, larwy) jego populacja rośnie w tempie wykładniczym (1 samica wyda na świat dwie kolejne, pomijam tu śmierć naturalną lub nie), lecz gdy osiągnie pewien pułap nastąpi tzw. załamanie populacji. Ilość dostępnego pożywienia przypadającego na dorosłego osobnika zmniejszy się, a tym samym wzrośnie udział śmierci głodowej w nowych pokoleniach kleszcza. Śmierć głodowa dotknie najbardziej istotną, z punktu widzenia pasożyta, grupę młodych, zdolnych do rozmnażania osobników. Wykres liczebności zapikuje w dół, by po jakimś czasie znów ruszyć w górę.
Wnuk pszczelarza, teoretyk, który marzy o własnej pasiece...

HATT

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: HATT » 07 lis 2014, 18:27

Rozpisujecie się nie wiadomo o co gdybyście mieli wyleczoną warrozę w ubiegłym roku i zalane gniazda w tym roku to matki przystosowane do naszego klimatu 2 -letnie już mają po czerwieniu ,a warroze można 1 zabiegiem zlikwidować w ilości do 30 sztuk . Najlepsze pszczoły nawet takiego osypu nie miały i to są pszczoły na reproduktorki na przyszły rok. Wszyscy narzekacie ,a dla mnie to na razie najbardziej udany rok jeżeli chodzi o siłę na zimę i liczebność pasieki . O zimę sie nie boję .

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 07 lis 2014, 18:31

gratulacje.

MARBERT
Posty: 1197
Rejestracja: 06 gru 2013, 17:32
Lokalizacja: Bieszczady

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MARBERT » 08 lis 2014, 08:10

[quote="MrDrone"
A jak kupicie Elgony po wstępnej selekcji czy Finki, zamiast Buckfastów nie selekcjonowanych to hodowcy na kolejny rok sprowadzą sobie właśnie taką pszczołę. I jak kupicie środkowoeuropejską, która pewnie z warrozą sobie nie radzi lepiej niż inne, ale za to z innymi miejscowymi patogenami tak, to hodowcy też je będą mieli w kolejnym roku. Więc nie mówcie mi, że nie ma co liczyć na hodowców, bo nie chcecie mieć takiego materiału jaki daje szansę na pszczołę odporną.
Przeraża mnie jak jest powódź i wychodzi facet, który się nie ubezpieczył i z płaczem mówi: "Panie Premierze jak żyć?". albo jak sadownik się zastanawia jak go to państwo oszukało, że "macha szabelką" tak jakby obowiązkiem państwa było skupywać jabłka od Kowalskiego czy Nowaka. Ludzie, macie władzę w rękach, a nie korzystacie. "Panie Premierze jak żyć?" - ano zaradnie, dbać o swoje, ubezpieczać się, selekcjonować pszczołę, wybierać takich hodowców jacy sprowadzają odpowiednią pszczołę. Ale jak Wam nie zależy, nie podejmujecie trudu u siebie to nie zwalajcie na związki i na instytut w Puławach. Jak hodowca dostanie 100 telefonów w sezonie z pytaniem o pszczołę po selekcji to będzie takiej szukał - albo u siebie, albo na świecie. Kropka.[/quote]


MrDrone

Cierpliwości to wszystko co piszesz postępuje małymi krokami i z roku na rok jest lepiej.
Wielu ma efekty ale zapalczywość innych w opiniach powoduje że z dyskusji publicznej się wycofują.
Nie jest łatwo w tej ilości dezinformacji szybko coś do swych warunków zastosować.
A sama wiedza to mało, trzeba mieć nosa i czas na obserwacje. Trzeba też umieć obserwować i umieć właściwe wnioski formułować a to już nie takie proste jak czytasz...

Produkcja węzy o zmniejszonej komórce rozwija się szybko i jest na nią zbyt to też coś znaczy.

POZDRAWIAM MARBERT

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 08 lis 2014, 09:02

Fakt, to się dzieje pomału. Gdyby się nie działo to ja bym też nie trafił na takie informacje zaczynając moją przygodę z pszczołami i nie zacząłbym szukać głębiej.
Ale obok dzieje się to, że pszczelarze namawiani są na stałe zwalczanie reinwazji, na ograniczanie warrozy przez cały sezon. Na lekach coraz częściej są informacje, że nie wymagają karencji - co skłania pszczelarzy do stałego leczenia w sezonie. itp.
Traktujecie osyp pszczół jak największy wstyd. Wiosną na tym forum były teksty wskazujące na brak umiejętności zimowania pszczół jak na dennicy był trochę większy osyp niż przeciętny (choć rodzina przeżyła) itp.

A choć śmierć pszczół to jest realna materialna strata dla pszczelarza, to nie jest to nic dziwnego w naturze. Rozumiem, że każdy dba o swój portfel, ale pomyślcie o tym jak o inwestycji w przyszłość. Wtedy też będziecie potrzebować pieniędzy w portfelu.

Awatar użytkownika
ruskiwentylator
Posty: 132
Rejestracja: 14 mar 2014, 07:04

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: ruskiwentylator » 08 lis 2014, 11:08

Kolego "pantruteń" chyba Ci pszczół zabrakło na selektywną hodowlę naturalnej superpszczoły. Jakie plany na przyszły rok? Dokupić i znowu pozwolić im zdechnąć?

Z całego serca życzę Ci kolego powodzenia, ale jestem przekonany, że kolejne lata prób przyniosą Ci identyczne rezultaty. Na początku potrzebne są sukcesy a nie rozczarowania więc najpierw zbuduj pasiekę, naucz się z nimi pracować a dopiero później zabierz się za hodowlane idee fix wyczytane w internecie - Inaczej wróżę szybki koniec "pszczelarskiej przygody".

Pozdrawiam

MrDrone

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: MrDrone » 08 lis 2014, 11:27

Kolego wentylator,
fakt, na jednym pasieczysku zmiotło mi pszczoły - tak jak wielu pszczelarzom, którzy leczyli. Na drugim zostało mi 4 ule. Nie wiem czy przeżyją czy nie przeżyją. Może nie.
Może kolejne lata przyniosą mi podobne rezultaty, może nie. Właśnie to, że nie przeżywają 4-ro, 5-cio miesięczne odkłady na czystym wosku jest dla mnie sygnałem do działania. To co u mnie się stało (i u wielu innych się dzieje) jest właśnie oznaką, że obrana droga przez pszczelarzy nie jest dobra. Dziś może i Tobie przeżyją, zobaczymy co w przyszłym i kolejnych latach - życzę Ci jak najlepiej.
Jeszcze raz to napiszę: Nie chcę się uczyć "leczenia" pszczół, bo według mnie to nie jest rozwiązanie. Może kiedyś będę musiał, albo zrezygnuję z pszczelarstwa, bo nie będę chciał tego robić. Ja chcę się uczyć "pszczelarstwa", a nie "eksterminacji warrozy". Czasem jak czytam wypowiedzi niektórych to mam wrażenie, że oni zajmują się warrozą, a nie pszczołami. I ja tak po prostu nie chcę.

Miody-ponidzia
Posty: 59
Rejestracja: 05 lis 2013, 09:28
Lokalizacja: Busko-zdrój
Kontaktowanie:

Re: Bush i pszczoły bez leczenia

Postautor: Miody-ponidzia » 08 lis 2014, 12:45

Czasem jak czytam wypowiedzi niektórych to mam wrażenie że dyskutują sami ze sobą wiedząc i tak lepiej co mają zamiar robić i w którą stronę iść - WIĘC PO CO DYSKUTOWAĆ ?


Wróć do „Bio pszczelarz”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość