"Trzymacze"

Miejsce dla dyskusji o pszczelarstwie bez stosowania leków
MrDrone

"Trzymacze"

Postautor: MrDrone » 29 sty 2015, 15:28

ciekaw jestem Waszych opinii o "trzymaczach" pszczół - jak to się zwykło pogardliwie (może to za duże słowo) określać tych, którzy nie idą z wariackim głównym nurtem pszczelarstwa ekonomicznie skutecznego. Najczęściej to starsi panowie, którzy mają po kilka, kilkanaście uli, często starych warszawiaków i innych, miewają duże straty w sezonie.

Jak dla mnie pasieki "trzymaczy" to na dzień dzisiejszy jedyne miejsca w Polsce gdzie odbywa się jakakolwiek selekcja odporności pszczół na warrozę i eliminacja najbardziej zjadliwych szczepów warrozy. Niestety znacząco utrudniana przez innych, którzy zwą się "nowoczesnymi pszczelarzami", a tych pierwszych nazwali właśnie tymże określeniem.

Śmiem twierdzić, że :

1. gdyby każdy pszczelarz stał się "trzymaczem" po kilku latach problem warrozy przestałby istnieć.

2. pszczelarze walczący z warrozą do ostatniej kropli krwi uprzykrzają życie "trzymaczom" powodując, że pszczoły, które tamci wyselekcjonują na odporność (czy tolerancję) na warrozę, w kolejnych pokoleniach mieszają się z nieodpornymi trutniami z okolicznych pasiek "nie-trzymaczy"

3. w pasiekach "trzymaczy" kwitnie bioróżnorodność, pszczoły pochodzą z różnych źródeł, co roku przeżywają te lepiej przystosowane do miejscowego środowiska - a więc posiadają pszczoły lokalne;

4. gdyby trzymacze dorzucili do tego co robią eliminację węzy (lub węzę z małą komórką) to mieliby przepiękne eko-pasieki, o których w naszym wariackim chemicznym świecie pisaliby w czasopismach pszczelarskich.

Awatar użytkownika
tadeol
Posty: 16
Rejestracja: 25 sty 2015, 18:25
Lokalizacja: Dolnośląskie Bielawa
Kontaktowanie:

Re: "Trzymacze"

Postautor: tadeol » 29 sty 2015, 17:31

Dobra prowokacja-szacun.
Pozdrawiam tadeol

Awatar użytkownika
RoBee
Posty: 230
Rejestracja: 07 wrz 2014, 16:48
Lokalizacja: Koło Podbiegunowe Północne

Re: "Trzymacze"

Postautor: RoBee » 29 sty 2015, 18:00

Twoi "trzymacze" to niestety nie hodowcy i nie selekcjonują pszczoły pod żadnym kątem. Przez przeszło 30 lat z Varroa w Polsce, nie wymieniali matek na te z lepiej walczącym potomstwem, bo... nie wymieniali ich wcale. Przez ten okres pszczoły wymieniały matki od 10 do 30 razy (bliżej 10)- zbyt mało aby mówić o jakijkolwiek selekcji.
Wnuk pszczelarza, teoretyk, który marzy o własnej pasiece...

MrDrone

Re: "Trzymacze"

Postautor: MrDrone » 29 sty 2015, 18:16

RoBee pisze:Twoi "trzymacze" to niestety nie hodowcy i nie selekcjonują pszczoły pod żadnym kątem. Przez przeszło 30 lat z Varroa w Polsce, nie wymieniali matek na te z lepiej walczącym potomstwem, bo... nie wymieniali ich wcale. Przez ten okres pszczoły wymieniały matki od 10 do 30 razy (bliżej 10)- zbyt mało aby mówić o jakijkolwiek selekcji.



Hm... ciekawe jakby tu nazwać to, że nieprzystosowane u nich umierają, a rozmnażają te, które dadzą radę przeżyć przy ograniczonym (lub braku) leczeniu...? ... może: "SELEKCJĄ"? Nie twierdziłem, że oni to robią świadomie. Mówiłem, ze w ich pasiekach się to dzieje w przeciwieństwie do innych pasiek.

Hodowcy rozmnażają matki miodne i łagodne. Eliminują warrozę, walcząc z nią wszelkimi możliwymi sposobami, czyli tym samym eliminują czynnik presji selekcyjnej, który u "trzymaczy" jest obecny.
Do czasu Elgona Osterlunda i VR Lundena NIE BYŁO W POLSCE MATEK LEPIEJ WALCZĄCYCH Z WARROZĄ niż te u "trzymaczy" lub u paru pszczelarzy świadomie robiących tą selekcję czy w kilku bardziej dzikich hodowlach AMM.

Awatar użytkownika
RoBee
Posty: 230
Rejestracja: 07 wrz 2014, 16:48
Lokalizacja: Koło Podbiegunowe Północne

Re: "Trzymacze"

Postautor: RoBee » 29 sty 2015, 20:01

MrDrone pisze:Hm... ciekawe jakby tu nazwać to, że nieprzystosowane u nich umierają, a rozmnażają te, które dadzą radę przeżyć przy ograniczonym (lub braku) leczeniu...? ... może: "SELEKCJĄ"?


Nieprzystosowane? Pobożne życzenia, bo matka natura nie zawsze jest taka surowa. Najczęściej pszczoły wymieniają matkę, bo jej zdolność rozrodcza nie pozwala rodzinie na szybki rozwój, a tym samym wydanie roju.
MrDrone pisze:Hodowcy rozmnażają matki miodne i łagodne. Eliminują warrozę, walcząc z nią wszelkimi możliwymi sposobami, czyli tym samym eliminują czynnik presji selekcyjnej, który u "trzymaczy" jest obecny.


Nie wrzucaj wszystkich do jednego worka. Na zachodzie coraz powszechniej zwraca się na ten aspekt uwagę, a matki w PL to w przeważającej większości córki po reproduktorkach zachodnich.

Mam jeszcze jeden zarzut odnośnie "trzymaczy". Prócz Twoich peonów na temat ich selekcji (świadomej lub nie) pszczoły odpornej, zapominasz, że to oni pomagają Varroa uodpornić się na leki? A co mu ktoś będzie mówił ile ma pasków do ula włożyć, skoro i ul i paski jego! A jego pszczoły dobre przecież, to z V. sobie radzą, więc po co całą tabletkę spalić, skoro można pół i na więcej uli starczy. I żyje sobie taki kleszcz z amitrazą za pan brat, w myśl "co cię nie zabije, to cię wzmocni". A u schyłku sezonu osłabiona rodzina trzymacza stanowi świetny cel dla pszczół z innych pasiek, które w okresie bezpożytkowym rabuje ją, znosząc do ula V., które w dupie mają dawki amitrazy zawarte w dopuszczalnych lekach.
Wnuk pszczelarza, teoretyk, który marzy o własnej pasiece...

asan
Posty: 447
Rejestracja: 07 lis 2013, 00:38

Re: "Trzymacze"

Postautor: asan » 29 sty 2015, 20:06

Ja się zgadzam z twierdzeniem nr 1. Problem warrozy po kilku latach przestał by istnieć. Razem z pszczołami.

MrDrone

Re: "Trzymacze"

Postautor: MrDrone » 29 sty 2015, 20:35

asan pisze:Ja się zgadzam z twierdzeniem nr 1. Problem warrozy po kilku latach przestał by istnieć. Razem z pszczołami.


Macie strasznie małą wiarę w siłę pszczelego gatunku. Dla mnie to jest najbardziej szokujące. Owszem - dzięki pracy hodowlanej 99.. no 98 % hodowców pszczoła faktycznie jest nieodporna i szanse ma małe. Na szczęście są gdzieniegdzie pojedyncze rodziny, które nie mają do czynienia z genami pieczołowicie wypracowanymi przez tych 98 % hodowców i mają pewne szanse.
Gatunek jest niezwykle silny i plastyczny. Jak zaczniemy odpowiednio go kierować to problem warrozy zniknie. Niestety ja mam większą wiarę w siłę pszczoły (jako gatunku) niż rozsądek pszczelarzy.

Jak wytłumaczysz to, że są całe regiony na świecie gdzie warroza jest, ale nie stanowi problemu?


RoBee pisze:Nieprzystosowane? Pobożne życzenia, bo matka natura nie zawsze jest taka surowa. Najczęściej pszczoły wymieniają matkę, bo jej zdolność rozrodcza nie pozwala rodzinie na szybki rozwój, a tym samym wydanie roju.

Nie wrzucaj wszystkich do jednego worka. Na zachodzie coraz powszechniej zwraca się na ten aspekt uwagę, a matki w PL to w przeważającej większości córki po reproduktorkach zachodnich.

Mam jeszcze jeden zarzut odnośnie "trzymaczy". Prócz Twoich peonów na temat ich selekcji (świadomej lub nie) pszczoły odpornej, zapominasz, że to oni pomagają Varroa uodpornić się na leki? A co mu ktoś będzie mówił ile ma pasków do ula włożyć, skoro i ul i paski jego! A jego pszczoły dobre przecież, to z V. sobie radzą, więc po co całą tabletkę spalić, skoro można pół i na więcej uli starczy. I żyje sobie taki kleszcz z amitrazą za pan brat, w myśl "co cię nie zabije, to cię wzmocni". A u schyłku sezonu osłabiona rodzina trzymacza stanowi świetny cel dla pszczół z innych pasiek, które w okresie bezpożytkowym rabuje ją, znosząc do ula V., które w dupie mają dawki amitrazy zawarte w dopuszczalnych lekach.
.


Po pierwsze:
Wiesz co robił Lunden u siebie? Przez kilka lat ograniczał dawki lecznicze stosowane u siebie w pasiece, żeby trochę je wspomóc zabijając część warrozy, ale z żeby z roku na rok czynnik presji selekcyjnej był silniejszy. W ostatnim roku praktycznie używał substancji poniżej dawki skutecznej. Dzięki temu od paru lat nie leczy i śmiertelność ma prawie zawsze poniżej 20%.

Po drugie:
Owszem - podawanie za małych dawek powoduje, że duża populacja przeżywa - i część warrozy faktycznie może się uodpornić na dawki, które nie zabiją jej od razu.
Ale jeżeli dymicie po 8 - 10 razy, stosujecie bramki z tacticu, paski i inne cholerstwo, a pomimo tego za każdym zabiegiem spada warroza wniosek dla mnie jest jeden: warroza jest wciąż w ulu. Nie znika. Nie pokonaliście jej. A skoro jest wciąż w ulu to znaczy, że ma już sposób na te kuracje - bądź to już jest odporna na chemię, bądź to nauczyła się siedzieć pod zasklepem i nie wyściubiać nosa - tak czy siak ma swój sposób, żeby przeżyć. Jeżeli ul naładowany jest chemią i warroza wyjdzie z tej komórki to skutek będzie ten sam co w przypadku małej dawki leczniczej. Czyli warroza ma kontakt z substancją chemiczną, w dawce zbyt małej, żeby ją zabić.

Do tego w przypadku walki na zabój z warrozą populacja jest gwałtowniej zawężana do odpornej. A przy słabszym leczeniu, w przypadku przeżycia większej ilości warrozy jest większa szansa, że przeżyły osobniki nieodporne na substancje chemiczne (np. były schowane w zasklepie, gdzieś w jakiejś szparze czy w ścisłym kłębie pszczół - czy w jakikolwiek inny sposób) i zachowana jest większa różnorodność warrozy - a tym samym jest większa szansa, że w całości populacji będzie więcej genów nieodpornych na substancję.

po trzecie:
na zachodzie może i się zwraca uwagę. Nie słyszałem, żeby jakikolwiek Polski hodowca odpuścił leczenie. Po sprowadzeniu matek do polski przestaje się zwracać uwagę. pierwsze co hodowca robi to leczy, żeby broń boże takich matek nie stracić - bo ważniejsze jest, żeby mógł powiedzieć klientowi, że to są matki "od XY", niż żeby utrzymać cechę. a to znaczy, że F2 genetycznie ma _statystycznie_ 1/4 genów wypracowanych "na zachodzie" a kolejne pokolenia nie mają presji selekcyjnej warrozy.
poza tym oprócz matek Lundena i Osterlunda nie slyszałem o pszczołach, które mogłyby stawić sktueczny opór warrozie. Owszem kilka jest jakoś selekcjonowane, ale ja nie stawiałbym na nie że przeżyją.

po czwarte:
przepływu rabunków i kleszcza nie jesteś w stanie kontrolować. tak samo jak przepływu genów. Skąd wiesz, że zło idzie od trzymaczy a nie do nich?


"Najczęściej pszczoły wymieniają matkę, bo jej zdolność rozrodcza nie pozwala rodzinie na szybki rozwój, a tym samym wydanie roju."
- nie rozumiem co przez to chciałeś powiedzieć odnośnie tematu dyskusji.

Awatar użytkownika
piotrek77251
Posty: 286
Rejestracja: 11 lut 2014, 21:12
Lokalizacja: Wieluń

Re: "Trzymacze"

Postautor: piotrek77251 » 29 sty 2015, 20:47

Akurat jest odwrotnie jak napisałeś tacy właśnie trzymacze nie prowadzą żadnej selekcji albo inaczej u takich trzymaczy nie tworzy się żadna selekcja na V. tacy trzymacze to wylęgarnia warrozy a co za tym idzie i innego dziadostwa między innymi zgnilca czy CCD. Bo pszczoła nakłuta już nie jest tak samo witalna jak pszczoła nie nakłuta. Wyobraź sobie że masz tasiemca, twój organizm co robi przyzwyczaja się do niego a twoje wnuki będą potrafiły z nim żyć? Nie twój organizm osłabi się tak samo jak organizm pszczoły na której siedzi warroza taka pszczoła już jest mniej odporna a w połączeniu z czarnymi plastrami jest idealna wylęgarnią dla zgnilca bo pszczoła wyczerpana nie jest w stanie zebrać dużo miodu i pyłku po czym są braki w wykarmieniu larw po czym organizm larwy jest bardziej odporny na zgnilca.

Jesienią usłyszałem że są rodziny do kupienia pojechałem obejrzałem i co? Pszczoły w ulu były aż czerwone od warrozy nie były to silne rodziny pszczół było bardzo mało w komórkach widać było zamarły czerw a na plastrach pszczoły bez skrzydełek. Jak zapytałem o leki na V to usłyszałem "jedna tabletka w sierpniu jedna na wiosnę bo co za dużo to tez nie zdrowo" Później masz pasiekę nieopodal takiego trzymacza on ma słabe rodziny idzie je karmić twoje pszczoły lecą na rabunek i nanoszą warrozę i kto dla kogo jest tutaj zagrożeniem?

Jeśli ktoś prowadzi jakiekolwiek badania i hodowlę pszczół odpornych na V to robią to instytuty naukowe a nie trzymacze. Zresztą podejrzewam że nawet gdyby ktoś wyhodował odporną na V pszczołę czy lek niszczący ją w 100% to i tak nie było by to wprowadzone, no bo przecież producenci leków takich jak apiwarol czy innych leków na warrozę muszą z czegoś żyć... Pieniądz robi swoje...
Sprawcie pszczoły cud, żeby przelał miód :)
Nie znam się to się wypowiem :)

Awatar użytkownika
dudi
Posty: 1933
Rejestracja: 06 lis 2013, 21:57
Lokalizacja: Lubelskie

Re: "Trzymacze"

Postautor: dudi » 29 sty 2015, 20:51

Wytłumaczcie mi co znaczy pszczoła odporna na v-zę.

Jestem tak ciemny ze ni chu chu nie pojmuje? :)))

Awatar użytkownika
RoBee
Posty: 230
Rejestracja: 07 wrz 2014, 16:48
Lokalizacja: Koło Podbiegunowe Północne

Re: "Trzymacze"

Postautor: RoBee » 29 sty 2015, 20:54

MrDrone pisze:"Najczęściej pszczoły wymieniają matkę, bo jej zdolność rozrodcza nie pozwala rodzinie na szybki rozwój, a tym samym wydanie roju."
- nie rozumiem co przez to chciałeś powiedzieć odnośnie tematu dyskusji.


Twierdzisz, że rodziny pszczele samodzielnie selekcjonują matki pod kątem odporności na Varrozę, a tymczasem przyczyna wymiany jest zupełnie gdzie indziej.
Wnuk pszczelarza, teoretyk, który marzy o własnej pasiece...

Awatar użytkownika
RoBee
Posty: 230
Rejestracja: 07 wrz 2014, 16:48
Lokalizacja: Koło Podbiegunowe Północne

Re: "Trzymacze"

Postautor: RoBee » 29 sty 2015, 20:55

dudi pisze:Wytłumaczcie mi co znaczy pszczoła odporna na v-zę.

Jestem tak ciemny ze ni chu chu nie pojmuje? :)))


Skrót myślowy- chodzi o zwiększone odruchy oczyszczania się z kleszcza.
Wnuk pszczelarza, teoretyk, który marzy o własnej pasiece...

MrDrone

Re: "Trzymacze"

Postautor: MrDrone » 29 sty 2015, 21:07

Piotrek, u "trzymaczy" takie rodziny jak pisałeś nie przeżyją zimy - zagrożenie wygasa w zarodku - nie ma ani tej warrozy ani tych genów.
Ja czytałem posty na tym zacnym forum od uznanych przez wszystkich "nie-trzymaczy", którzy mówili (ba! chwalili się!), że mieli jesienią 10 tysięcy warrozy w ulu (jakoś to liczyli). Nawet jeżeli "wyleczyli" rodzinę (czytaj: eksterminowali tą warrozę - przy selekcji zjadliwości warrozy) to zanim to zrobili ich ule były takim samym zagrożniem dla innych jak te ule, o których napisałeś. Do tego wszędzie latają trutnie od takiej pszczoły i co więcej wiosną będą latać dalej rozsiewając nieprzystosowane geny. I znow te same pszczoły za rok pozwolą na taką ekspansję warrozy w ulu, bo pszczelarz pozwolił im przeżyć!

CCD nie jest winą trzymaczy tylko wszystkiego tego o czym piszę - nadmiaru chemii, braku selekcji naturalnej i patogenów na które pszczoły nie są odporne (właśnie przez chemię i brak selekcji).


"Jeśli ktoś prowadzi jakiekolwiek badania i hodowlę pszczół odpornych na V to robią to instytuty naukowe a nie trzymacze."

...???
pokaż mi te wszystkie instytuty, które robią te badania. pokaż mi efekt ich pracy??
Bonluk ostatnio pisał o paru takich organizacjach, ale akurat w Polsce takich nie ma. A efektów na razie nie widać - choć będą kiedyś. Ale nie w Polsce. My będziemy kupować ich pszczoły i leczyć.


cyt: "Zresztą podejrzewam że nawet gdyby ktoś wyhodował odporną na V pszczołę czy lek niszczący ją w 100% to i tak nie było by to wprowadzone, no bo przecież producenci leków takich jak apiwarol czy innych leków na warrozę muszą z czegoś żyć... Pieniądz robi swoje..."

to ja Ci powiem tak: ktoś już wyhodował odporną pszczołę - Lusby, Bush, Webster, w Europie Lunden, a Osterlund ma ją w zasięgu ręki.
Kupujesz ją? nie, a wiesz czemu? bo droga jest. Albo miodu mniej nosi... że zacytuję Cię: "pieniądz robi swoje".

I kiedy Wy pojmiecie jeszcze jedno: pszczoła i warroza to organizmy żywe. nie da się ich kontrolować w 100%. nie da się wynaleźć leku, który zabije warrozę w 100%. Warroza już będzie zawsze. I nie da się znaleźć pszczoły, która będzie nieśmiertelna. Śmiertelność będzie zawsze! a im wyższa przeżywalność tym większe ogólne osłabienie populacji.
W naturze organizmy umierają. Jak się rodzi 8 szczeniąt wilków to matka zabija kilka albo pozwala im na śmierć głodową. Przeżywają najsilniejsze. A u pszczół eliminujecie ten proces. Więc przeżywają slabe, nieodporne, nieprzystosowane. Jak są głodne karmicie, jak są spragnione poicie, jak im zimno ogrzewacie, jak są chore leczycie itp. Macie te swoje buckfasty, które tworzą superkolonie i musicie gonić po cukier i amitrazę, żeby przeżywały. Tak to działa. Tak działa natura. to jest organizm zywy.

U trzymaczy przeżywają tylko te, które radzą sobie najlepiej. U Was przeżywają wszystkie (prawie).

MrDrone

Re: "Trzymacze"

Postautor: MrDrone » 29 sty 2015, 21:09

RoBee pisze:Twierdzisz, że rodziny pszczele samodzielnie selekcjonują matki pod kątem odporności na Varrozę, a tymczasem przyczyna wymiany jest zupełnie gdzie indziej.


Nie, nie.
Twierdzę, że nieprzystosowane umierają. To się nazywa ewolucja i selekcja naturalna. Przystosowane się rozmnażają, nieprzystosowane wymierają robiąc miejsce dla przystosowanych.

MrDrone

Re: "Trzymacze"

Postautor: MrDrone » 29 sty 2015, 21:15

dudi pisze:Wytłumaczcie mi co znaczy pszczoła odporna na v-zę.

Jestem tak ciemny ze ni chu chu nie pojmuje? :)))


jak Robee napisał: skrót myślowy.
Lepiej byłoby nazwać pszczoła tolerująca warrozę.
Dla mnie to taka pszczoła, która trzyma warrozę w populacji pozwalającej na normalne funkcjonowanie. no i jest w stanie się rozmnożyć zanim umrze. Czyli osiągnie sukces biologiczny.

W wielu regionach świata pszczoły sobie radzą z warrozą. utrzymują naturalny I STAŁY poziom warrozy na poziomie 2 - 3 % porażenia. Żyją z kleszczem, wydają rójki, zbierają miód, zimują, następuje zmiana pokoleń itp. Rodzina zanim umrze jest w stanie wydać kilka rójek i przezyć kilka sezonów. Kiedyś wreszcie umrze - jest to naturalny proces, o ile nie wiecie... Albo będzie stara matka, której nie zdążą wymienić, albo zabije ją głód, albo pozwoli po kilku sezonach na rozwój warrozy... To jest naturalna sprawa i trzeba to zaakceptować i przyjąć do wiadomości.

nie wiem czy wiecie, ale my też umrzemy... wiedzieliscie?

Awatar użytkownika
dudi
Posty: 1933
Rejestracja: 06 lis 2013, 21:57
Lokalizacja: Lubelskie

Re: "Trzymacze"

Postautor: dudi » 29 sty 2015, 21:19

Ot mądrego to i warto poczytać

Dawaj, dawaj MrDrone coraz weselej się robi.

Obiecuje będę czytał :)))

MrDrone

Re: "Trzymacze"

Postautor: MrDrone » 29 sty 2015, 21:22

dudi pisze:Ot mądrego to i warto poczytać

Dawaj, dawaj MrDrone coraz weselej się robi.

Obiecuje będę czytał :)))


no można też zrobić nowy lek na warrozę. Notuj:
- pół pojemnika kreta mieszasz z domestosem. Do tego 2 naparstki płynu do mycia naczyń. Polewasz pszczoły jak nie ma czerwiu. Skutek murowany :-) żadna warroza nie przeżyje.

Ja też pozdrawiam, Panie Dudi :-)

Awatar użytkownika
piotrek77251
Posty: 286
Rejestracja: 11 lut 2014, 21:12
Lokalizacja: Wieluń

Re: "Trzymacze"

Postautor: piotrek77251 » 29 sty 2015, 21:23

Jak są głodne karmimy jak spragnione poimy, człowiek jako jedyny na ziemi z gatunków stworzył cywilizację i to mu pozwoliło czynić ziemię poddaną :)
Taka rola hodowli jakiejkolwiek masz krowy to je karmisz i poisz masz świnie to robisz to samo a no i jeszcze gnój wywalasz :)
Człowiek hoduje a nie współżyje naturalnie z pszczołami :)
Sprawcie pszczoły cud, żeby przelał miód :)
Nie znam się to się wypowiem :)

MrDrone

Re: "Trzymacze"

Postautor: MrDrone » 29 sty 2015, 21:32

piotrek77251 pisze:Jak są głodne karmimy jak spragnione poimy, człowiek jako jedyny na ziemi z gatunków stworzył cywilizację i to mu pozwoliło czynić ziemię poddaną :)
Taka rola hodowli jakiejkolwiek masz krowy to je karmisz i poisz masz świnie to robisz to samo a no i jeszcze gnój wywalasz :)
Człowiek hoduje a nie współżyje naturalnie z pszczołami :)


No widzisz - Ty chcesz mieć pasiekę "Tobie poddaną", bo uważasz, że człowiek to istota wyższa i pszczoła ma Ci służyć.
Ja tych biblijnych cytatów nie przyjmuję. Dla mnie są absurdalne. Tym "czynieniem ziemi poddaną" niszczymy wszystko dookoła.
uważam, że człowiek jest częścią natury i powinien ją szanować. chcę mieć pasiekę pszczół zdolnych do samodzielnego życia. mamy inne oczekiwania.

Niestety krowy i świnie w naturze nie przeżyją bo człowiek tak wyselekcjonował ich dzikich przodków. Dziś je trzeba nacierać (czy pryskać czy co się tym robi) tactikiem ;-) I z pszczołami chcecie robić to samo...

Piotr67
Posty: 858
Rejestracja: 10 lis 2013, 11:03
Lokalizacja: Kłobuck

Re: "Trzymacze"

Postautor: Piotr67 » 30 sty 2015, 08:47

Witam
Czytając ta wasza dyskursie na temat " trzymaczy " i nie trzymaczy - Hodowców
Dochodzę do wniosku że " trzymacze " mogą sobie pozwolić na mniejsze leczenie (mniejsza ingerencje w życie ) Pszczół , ponieważ mogą sobie pozwolić na straty ( naturalna selekcje ) bo nie jest to ich jedyne źródło dochodów , ale hodowcy już nie mogą sobie pozwolić na taką metodę prowadzenie pasieki bo jak będą mieli duże straty ( ubytki rodzin -naturalna selekcja ) to pójdą z torbami . Tak jest ze wszystkim czy to będzie wyżej wspomniana hodowla krów czy świń , ale mimo wszystko sadzę że np. miód jest lepszy od " trzymacza " ( jest mniej chemii w miodzie ) tak samo jest z mlekiem od rolnika który ma jedna krówkę( wiem ze takich jest mało bo taka hodowla jest nie opłacalna ) niż od rolnika którym ma np. 100 krów . Podsumowując będziesz miał 4 ule - nie utrzymasz się z tego , będziesz musiał dokładać do biznesu ( hobby ) będziesz dokładał ale niewiele , bo będzie drogo wychodziło to hobby ( podejrzewam że będzie się oszczędzało na lekach - mniej chemii w miodzie ;) ) Teraz maja racje bytu tylko duże pasieki , duże gospodarstwa( kiedyś rodzina utrzymała sie z gospodarstwa np. 7 ha. - a teraz ? teraz taki rolnik nie ma prawa bytu :( ) bo wszystko nadrabia się ilością co nie zawsze idzie w parze z jakością Jak bym miał kupić np. miód to kupił bym od " trzymacza " , a nie od giganta . Żebyście mnie nie zakrakali powiem ze też jestem za leczeniem pszczół ale - mam na myśli umiarkowane leczenie - ingerencje w rodzinę pszczela a rodziny - rasy słabe wyeliminują się same ;) , ale niewolno zapominać o Higienie ( mam na myśli pszczelarzy a nie pszczoły )ale nie mam na myśli przesadnej sterylności . Tylko to jest walka z wiatrakami Pozdrawiam
Pozdrawiam

bonluk
Posty: 286
Rejestracja: 10 lis 2013, 13:57
Lokalizacja: Góry Świętokrzyskie
Kontaktowanie:

Re: "Trzymacze"

Postautor: bonluk » 30 sty 2015, 08:57

Dla mnie definicja "trzymacza" wygląda zupełnie inaczej niż wasza Panowie... Według mnie jest to pewien typ człowieka który ma te kilka uli i co roku zasiedla je rójkami. Zazwyczaj czeka aż rójki same wpadną do ula. Następnie końcem sierpnia ogołaca je z miodu po czym stwierdza, że rodziny same się zakarmią i przezimują. Oczywiście wszystko pada z głodu a na wiosnę zaczyna się wszystko od nowa.

W tym roku widzę, że leczenie pszczół osiągnęło chyba najwyższy poziom od wielu sezonów. Leczy się praktycznie co miesiąc od wiosny do późnej jesieni a i jeszcze warto dobić kleszcza w styczniu bo jest ciepło więc jak jest ciepło to czemu tego nie wykorzystać... Każdy ma tam swoje metody, ja też mam swój "cyrk" ale taki sposób leczenia mnie przeraża. Dymienie, później paski czy bramki czy wkładki a w grudniu jeszcze go dymkiem dobiję. Przychodzi styczeń. Jest udało się trafił się ciepły dzień pszczółki rozluźnione to pstryknę im kwasu niech mają będą wiosna zdrowsze bo bez kleszcza. Teraz już mogę spać spokojnie załatwiłem "skurczybka" na amen. Na pewno go już nie ma bo na wkładce tylko 2-3 szt. widziałem. Serce się kraje i w takich przypadkach to i ja wolę być już tym trzymaczem oczywiście tym według waszej definicji.

Druga sprawa to słynna re-inwazja roztocza, która zaczyna się już we wrześniu i trwa do pierwszych przymrozków. Dla mnie i według mnie temat w głównej mierze dotyczy pasiek wędrujących na późno-letnie pożytki w tereny gdzie napszczelenie sięga 1000 pni na takich pożytkach. Czy pasieki stacjonarne mają nagły napływ kleszcza właśnie na jesieni a przez cały rok go nie miały? Zwłaszcza w tym roku gdzie bida była aż piszczało. U mnie gdzie "pszczelarze trzymacze" to główny trzon pszczelarstwa w mojej okolicy nie widziałem jakiegoś nagłe przypływu kleszcza do uli, rodziny żyją i u mnie i u nich jak co roku. Spadki pewnie jakieś się trafią u kogoś większe ale to nic strasznego...

Bartek jedzie z grubej rury i jak się go czyta to można pomyśleć, że gość oszalał co on bredzi, jak to tak? Niestety ma dużo racji bo w pszczelarstwie dzieje się bardzo źle... U nas praktycznie nie ma czegoś takiego jak naturalna selekcja. Matki wprowadzamy rasowe, kundle wymieniamy, matki rojowe zabijamy, chore rodziny leczymy do końca, selekcjonujemy warrozę, wycinamy czerw trutowy itd. a pszczoła nie jest zwierzęciem domowym, powinna zachować trochę swojej dzikości. Padają głosy, że rodziny pszczele nie przeżyją bez leczenia. Tak to jest racja nie przeżyją tak samo jak i krowa puszczona do lasu, czy świnia, czy kura czy inne zwierzę hodowlane. Pszczoły jeszcze mają jakiś ułamek swojej dzikości i możliwość samodecydowania. Szkoda, że i to z czasem zostanie im odebrane i staną się takim kurami do miodu.

Rozpisałem się troszkę. Proszę uznać ten wpis za mój pogląd na sprawę.


Wróć do „Bio pszczelarz”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 1 gość